• Szukaj w
Forum dziecko-info.rodzice.pl  
 

Zobacz pełną wersję : Opis wrażen faceta przy porodzie......



BBetka
10-02-04, 10:51
Cytuje tekst, który znalazłam na innym forum, co o tym myslicie???????????????????Wypowiedz męza, który był przy porodzie....



Mam 32 lata, jestem zonaty od lat czterech. Cztery miesiace temu urodzil mi
sie syn. Powinienim sie cieszyc, ale... Prawda jest taka, ze nie moge bez
obrzydzenia spojrzec na zone. Zaluje, ze dalem sie namowic na tzw. porod
rodzinny. To byl koszmar. Nie chcialem tego , chcialem, zeby zona rodzila
sama, najwyzej z matka albo przyjaciolka. Ale nie dalo sie wymigac. Rzucily
sie na mnie te wszystkie ciocie, tesciowa i przyjaciolki zony, ze jestem
nieczulym samcem i skoro splodzilem dziecko, to moim obowiazkiem moralnym i
ojcowskim jest wziac udzial takze w jego przyjsciu na swiat. To byl koszmar.
Siedzialem przy zonie pare godzin, patrzylem na jej spocona, czerwona z
wysilku twarz, zacisniete zeby, wykrzywiona z wysilku twarz. Sciskala mi reke
tak mocno, ze myslalem, ze zmiazdzy mi kosci. Wreszcie, kiedy nadszedl ow cud
narodzin, patrzylem oslupialy, jak krocze mojej zony rozciaga sie do jakichs
niewyobrazalnych rozmiarow i wysuwa sie z niego sinoczerwona glowka, a potem
reszta ciala mojego syna. Przykro mi, ale pamietam jedynie szok i obrzydzenie
spowodowane widokiem i zapachem krwi i wod plodowych. Syn wygladal
odrazajaco, moja zona tez. Krew, smrod, wysilek, lzy - to pamietam z narodzin
mojego syna. Nie radosc, nie wzruszenie, lecz strach i wstret. ^Teraz,
ilekroc na nia patrze, widze jedynie glowe wystajaca spomiedzy jej ud. Nie
wyobrazam sobie, ze moglbym sie z nia znowu kochac. Po prostu nie moge.
Stracila dla mnie caly urok. Przestal byc kobieta, a jest jedynie... Bo ja
wiem? Karmicielka syna? Nie lubie patrzec, kiedy karmi go piersia. To podobno
dla mezczyzn bardzo erotyczny widok, dla mnie wcale. Jej sliczne, jedrne,
sterczace piersi staly sie jakies biale, pokryte zielonymi zylami,
przypominaja worki z mlekiem.
Ja wiem, ze zaraz napadnie na mnie stado rozhisteryzowanym pan, ale pisze
szczerze, jakie sa moje wrazenia z rodzinnego porodu. Jedno, co mi przyniosl,
to obrzydzenie dla zony i niechec dla syna. Nie bierzcie mezow na porodowki.
Nie wmawiajcie im, ze to piekne. Zaden normalny facet nie chce patrzec, jak
ciasna dziurka zony rozciaga sie na kilkadziesiat centymetrow, zeby wypchnac
z siebie okrwawionego potomka. To nic pieknego. To przerzazajace, krwarwe
widowisko. Ja nie jestem stworzony, zeby cos takiego przyjace ze spokojem i
zaluje jak niczego w zyciu, ze dalem sie zakrzyczec i asystowac zonie przy
porodzie. Fizycznie autentycznie sie jej teraz brzydze. Nie wiem, kiedy sie
to zmieni. I czy w ogole sie zmieni. Mam isc do psychologa, anterapie
malzenska czy co? Tylko co ja mam jej powiedziec? Wybacz kochanie, ale sie
ciebie brzydze?

malinka
10-02-04, 11:00
po pierwsze nie powinny go zmuszac !
po drugie: KTO GO WYSLAL ZEBY PATRZY NA KROCZE ? czy nie mogl stac za glowa zony ?
nie rozumiem ...

syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

Jusi
10-02-04, 11:04
Mysle ze to nadwyraz smutne ale pewnie i prawdziwe w momencie kedy kogoś przymusza sie na siłę do rzeczy na które nie ma się ochoty. Jak widać skutki takich poczynań moga być opłakane.........ale zeby az tak........hm......wole sie nie zastanawiac.....brrrr.

Jusi i Kwiecinka :-) 04.04.04

Betsi
10-02-04, 11:12
Malinka bardzo dobrze napisała, nie wolno zmuszać nikogo do takiego przeżycia. My nie mamy wyboru, ale przyszli ojcowie... Dlatego Ja nigdy nie chciałam tych chwil spędzać z mężem / i całe szczęście on jest tego samego zdania/, tak więc przy porodzie będzie prawdopodobnie moja mama.
Podziwiam mężczyzn którzy idą rodzić i są szczęśliwi. Ja będę szczęśliwa jak mąż zobaczy mnie zadowolną z maleństwem na ręku.

Udało się, jest kruszynka /28.06.-3.07.04/
Betsi

Daga25
10-02-04, 11:14
Boże kochany! Mój mąż stał przy mojej głowie, ale potem powiedzial, że ciekawosc zmusila go do spojrzenia na dół. Powiedział, że widział czubek główki i było to dla niego niesamowite przeżycie, wcale nie dlatego, że obrzydliwe (jak to ten pan napisał). I jaki był dumny, że to własnie on zobaczył coś Zuzy jako pierwszy /images/forum/icons/laugh.gif
A pomijając już kwestię rozciągającego się krocza (chociaz pewnie zapomniał, że pochwa nie jest idealnie zbudowana na przyjęcie ptaszka, też musi się dopasować), to jakby mojego męża zbierało na wymioty jakby patrzył na mnie, czy na nasze dziecko, to po prostu bym gnoja zostawiła, nie zaufałabym mu w wychowaniu dziecka i w życiu nie zostawiłabym maleństwa pod opieka zarzyganego (przepraszam) "tatusia".
Przepraszam was, że tak się uniosłam, ale nienawidzę takich facetów. Nie jest dla niego ważne to, że ma cudowne dziecko i to, że jego żona mu je dała, tylko to, że jej "dziurka" (cyt.) mu się źle kojarzy i cycuszki nie są już sterczące. Na szczęście nie dla wszystkich facetów liczy się tylko bzykanko...

Od siebie dodam - bierzcie swoich mężów! Niech stoja przy was, wspierają was, trzymają za rękę, przecierają czoło, kładą się na brzuch /images/forum/icons/wink.gif To niezapomniana chwila.

Pozdrawiam was gorąco

Daga i Zuziak http://foto.onet.pl/upload/28/3/_211321_n.jpg 21 kwietnia 2003

wrzesień2004
10-02-04, 11:21
A ja powiem tak zupełnie szczerze, że nie rozumiem odczuć tego człowieka.
Fakt, zapach krwi czy wód płodowych może nie być najprzyjemniejszą sprawą.... Fakt, nie powinno się go było zmuszać.... Ale niektóre fragmenty wypowiedzi (ciasna dziurka żony, sterczące piersi) moim zdaniem świadczą, że patrzył on na swoją żonę jako na atrakcyjny obiekt seksulany (i dobrze), ale chyba nie było to poparte głębokim uczuciem... A może jego poziom emocjonalny nie jest za wysoki?
Nie chcę oceniać, nigdy nie sądzę po pozorach....ale osobiście myślę, CZUJĘ, że człowiek świadomy tego, co się dzieje, człowiek zdający sobie sprawę z tego, że jest świadkiem narodzin WŁASNEGO dziecka (!) może czuć się zaniepokojony cierpieniem żony, może czuć się nieswojo jeżeli np. boi się widoku krwi, ale przecież gdzie tu jest miejsce na obrzydzenie??? Sama świadomość cierpienia, jakie ukochana kobieta przechodzi, żeby wydać na świat dziecko, które jest owocem miłości, chyba powinna wywołać odczucia trochę wyższe niż poczucie nieestetyczności tego widoku?
Może się mylę.... Ale spójrzcie na standardową reakcję męża, który jest niepewny, czy chce uczestniczyć w porodzie i decyduje się w ostatniej chwili - czasami poproszony przez żonę, czasami nie mam możliwości już uciec (tak też się zdarza /images/forum/icons/smile.gif) - generalnie wszyscy Ci mężowie wypowiadają się potem, że to było wspaniałe, cudowne, podniosłe, że nie wyobrażają sobie drugiego porodu bez ich uczestnictwa.
I jeszcze jedno - czy gdyby ten Pan nie był przy porodzie - czy piersi jego karmiącej żony wyglądałyby w jego oczach inaczej? Przecież bez względu na jego obecność i tak byłyby "poprzecinanymi zielonymi żyłami workami z mlekiem". Jakie płyną stąd wnioski?
No nic, wygadałam się /images/forum/icons/smile.gif Na szczęście mój mąż od samego początku, nawet, gdy daleko nam było do myślenia o dzieciach (jestem z nim od 15 roku życia) twierdził, że nie wyobraża sobie, że mogłoby go nie być przy porodzie, skoro teraz są takie możliwości. Łączy nas tak głęboka więż i przeszliśmy razem tyle rzeczy, że obrzydzenie jest ostatnim uczuciem, które spodziewałabym się w efekcie od niego uzyskać - i założę się, że będzie się pchał wszędzie, gdzie tylko możliwe, żeby zobaczyć wszystko dokładnie i ze szczegółami /images/forum/icons/smile.gif.
A co Wy na ten temat myślicie? Sądzę, że tutaj powinni przede wszystkim wypowiedzieć się panowie, ale pewnie ich na forum niedobór /images/forum/icons/wink.gif A może namówimy naszych partnerów, żeby się dołączyli do dyskusji?
Buziaczki,

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

wrzesień2004
10-02-04, 11:26
Dzięki Bogu ja na swojego męża mogę liczyć tak samo, jak Ty na Twojego /images/forum/icons/smile.gif
A już myślałam, że jestem sama w swoich poglądach i że wypowiadam się zbyt kategorycznie /images/forum/icons/smile.gif
Wznieśmy toast za wrażliwych facetów, dla których poród jest tak samo głębokim przeżyciem, jak dla matki dziecka /images/forum/icons/wink.gif
Buziaczki,

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Miau
10-02-04, 11:58
to starsznie smutne
chwilami myśle wręcz że to jakiś żart- nie mogę uwierzyć w taki opis

mój mąż ze mną pójdzie "po Zosię"- nie ukrywam, ja go namówiłam- ale jedyne obawy o których słysze, to te, że do czego on mi bedize potrzebny, czy będzie przeszkadzał i jakie będzie jego "zadanie"-nie pozwolę mu patrzeć między nogi, potrzebuję go przy własnej
głowie!!!!!!!!!!
tak jak jedna w was napisała- sądzę podobnie-
zona dla tego pana to chyba dziurka...

niemniej opis mną wstrząsnął- to znaczy jego psychologiczny wymiar...- jesli mu, ("temu męzu" ) się coś rzeczywiście "zablokowało"
to nalezy im współczuc..żonie, synkowi a nawet "temu mężu" i nie wiem komu bardziej...



<font color=red>Anita</font color=red> - 22 lutego- /images/forum/icons/smile.gif<font color=blue> ZOSIA</font color=blue> /images/forum/icons/smile.gif

baby
10-02-04, 12:03
Ja jeszcze nie mam doswiadczenia w tym temacie. Jestem w 20stym tyg. NIedlugo i nas czeka ta decyzja. Nie ukrywam ze jest ona dla nas troche trudna. Nie z powodu obrzydzenia czy innych odczuc ktorych nie rozumieja dziewczyny nizej.
Po prostu moj maz zawsze bardzo sie o mnie martwil. Kiedy trafilam do szpitala z powodu ciazy pozamacicznej byl przerazony i roztrzesiony. Wcale nie wymagalam od niego zeby byl dzielny. Tak samo bylam zdruzgotana jak on. To mialo byc nasze wspolne dziecko. To nasze wspolne dziecko mieli ze mnie wyciac.... A najgorszy byl moment kiedy dzien po zabiegu musial mnie opuscic (taka praca). Bal sie o kazdy moj ruch. Tak sie bal ze byl w stanie tylko dotkanc mojej stopy wystajacej spod koldry po operacji. Bal sie mnie przytulic zeby mnie nie "uszkodzic". Pamietam ze stal przy lozku i nie wiedzial co zrobic z rekami. Kiedy chcial mnie pocalowac to byl taki delkatny zeby czasem mnie nic nie zabolalo...
A teraz kiedy zaszlam w ciaze uwaza na mnie bardziej chyba niz ja sama. W 10tym tyg znowu powtorzyla sie st\ytuacja ze szpitalem. Nie bylo go wtedy ze mna. Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze. Ale wiem jak to bardzo przezywal.
I po prostu jak bede rodzic ....... obawiam sie ze on moze tego nie wytrzymac. Nie zeby byl jakmis mieczakiem. Moze i by nawet chcial. Nie chce zeby mnie ogladal przy najwiekszym wysilku. Chce zeby pamietal tylko dobre chwile. Zeby zobaczyl mnie z dzieciatkiem na reku jak juz bedzie po wszystkim. Moze mi pomagac przejsc przez pierwszy etap. Liczyc skurcze, trzymac za reke, cwiczyc na pilce i takie tam. Ale momentu finalnego chyba mu oszczedze... NO chyba ze bedzie chcial sam.

Najwazniejsze to do niczego nie zmuszac. On juz i tak dostatecznie mocno kocha nasza Fasolinke.

Baby + lipcowy bąbelek

http://foto.onet.pl/upload/24/56/_209138_n.jpg

Katarzynka
10-02-04, 12:05
a ja myślę, że facet był.... szczery..... Ja kiedyś byłam mimowolnym świadkiem rozmowy dwóch znajomych facetów (podsłuchiwałam :-) - jeden z nich - świeżo upieczony tatuś publicnie chwalił się że był przy narodzinach swego pierworodnego, jakie to wzniosłe uczucie, wzruszenie. Serce rosło! I TEN SAM FACET opowiadał swojemu kumplowi, że teraz faktycznie trudno mu inaczej patrzeć na swoją żonę, nie może się przełamać po tym co widział, że już nie jest dla niego tak seksowna jak kiedyś (słowo "obrzydzenie" nie padło z jego ust, ale...)
nie potępiłam faceta.... stwierdziłam, że żyje gość pod presją otoczenia, mody.... i w końcu zdobył się na szczerość
P.S. Ja rodziłam w towarzystwie siostry. POLECAM!


Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

Katarzynka
10-02-04, 12:13
Daga, a może późniejsze zachowanie Twoejgo męża to była jakaś podświadoma reakcja.... nie wiem, teraz mi to przyszło do głowy. Czasem reakcje organizmu czy naszej psychiki wymykają się spod kontroli ....

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

wrzesień2004
10-02-04, 12:18
Baby, ale nie chodzi o to, żeby zmuszać - oczywiście, zmuszać nie należy w żadnym wypadku. Czasami to przeżycie dla niektórych szczególnie wrażliwych mężczyzn może być stresem, jeżeli nie będzie on sobie umiał poradzić z cierpieniem odczuwanym przez żonę. Tyle tylko, że - jak podejrzewam - ryzyko nabrania obrzydzenia do żony to ostatnie, co jako powód przyszłoby Twojemu mężowi (i Tobie zresztą pewnie też) do głowy! Z opisu, jaki przedstawiłaś wynika, że on Cię bardzo kocha i bardzo troszczy się o Ciebie i Wasze Maleństwo. Przepraszam za bezpośredniość, ale czy myślisz, że widząc Ciebie karmiącą dziecko pomyślałby, że Twoje piękne sterczące cycuszki zmieniły się w worki z mlekiem i ten widok go obrzydza? To chyba raczej nie może iść ze sobą w parze?
A tak nawiasem....podejrzewam, że jak przyjdzie co do czego i tak zostanie z Tobą do końca /images/forum/icons/smile.gif /images/forum/icons/wink.gif
Buziaczki,

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

malinka
10-02-04, 12:20
Dominika, pewnie, ze sa tacy Mezowie jak Twoj, ale nie zawsze sa tak udane malzenstwa, ktore laczy tak gleboka wiez,
co do ciekawosci Faceta, to chyba nie bylabym zdolna jej zaspokoic, nidgy i przenigdy nie chcialabym, zeby stal w przodzie, przede mna i patrzyl jak sie przeciska glowka, oczywiscie to moje odczucie, szanuje wypowiedzi i odczucia innych,
pozdrawiam /images/forum/icons/wink.gif

syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

baby
10-02-04, 12:25
No na pewno obrzydzenie w ogole nie przyszloby nam obojgu do glowy. Ani nazywanie w ten sposob tych 2 dostojnych mleczarni :) on juz kocha te moje żyłki :)
Ale ten facet co to pisal ma naprawde powazny problem. I potrzebuje pomocy fachowca ale przede wszystkim zrozumienia ze strony żony.
A co do obecności mojego męża przy porodzie..... nie wiem jeszcze ale nie wykluczam :) ale pod warunkiem że sam będzie chciał. Ani przez chwilę go nie będę namawiać

Pozdrawiam cieplutko sprzed kominka buchającego :)

Baby + lipcowy bąbelek

http://foto.onet.pl/upload/24/56/_209138_n.jpg

Tula
10-02-04, 12:30
nie należy na siłę zmuszać mężów do obecności przy porodzie - nie każdy facet w danym momencie dojrzał do takich doświadczeń, mój ojciec np nigdy nie dojrzeje - niedawno toczyła się w domu dyskusja na ten temat - on najgłośniej rzucał argumenty przeciw obecności mężczyzn na sali porodowej - to samo mogło być z tym nieszczęśnikiem. Pewnie, że dla nas obecność męża daje poczucie bezpieczeństwa, mogą się na prawdę przydać, ale nie można przesadzać w drugą stronę - NIC NA SIŁĘ

Pozdraiwam
Tula

aleksa
10-02-04, 12:35
Dziewczyny ja na pewno bede rodzila z mezem nie wyobrazam sobie zeby nie bylo go przy mnie on rowniez sobie tego nie wyobraza.Wcale go do tego nie namawialam on zdaje sobie sprawe ze to nie bedzie wcale przyjemny widok nie chodzi mu o lejaca sie krew czy rozciagajace krocze jedyne co mowi to to ze nie bedzie mi mogl pomoc w tych cierpieniach i bolu.Mielismy nawet taka sytuacje ze zarowno jego jak i moja mama mowily ze facet nie powinien byc swatkiem takich zeczy ze moze to wywolac obzydzenie u niego ale on stwierdzil ze skoro byl przy poczeciu to bedzie przy narodzinch i wcale nie musi zagladac mi w krocze ale mnie wspierac i ze nie jest go w stanie to obrzydzic bo przeciez nie zawsze bedziemy mlodzi i ponentni przeciez ludzie nie kochaja sie za wyglad ''male szparki i stojace piersi'' wydaje mi sie ze pan ktory to napisal przywiazuje duza wage do wygladu i jest slaby psychicznie.Ale oczywiscie kazdy ma prawo do wlasnego zdania.

OLUS

agathea
10-02-04, 12:36
Kilka tygodni temu przeczytałam podobny post na Forum w eDziecko i tam pewien Pan (pseudonim shuriken) napisał komentarz do tego typu wypowiedzi. Brzmiał on mniej więcej tak, że takie teksty wstawiają niedojrzali emocjonalnie mężczyźni, którzy nie powinni wiązać się w stałe związki a już tym bardziej płodzić dzieci.
Bardzo spodobał mi się ten Shuriken (to naprawdę jakiś mądry facet) - polecam Wam ten post.
Poza tym zgadzam się w zupełności z tym, co napisała Dominikka.

wrzesień2004
10-02-04, 12:42
Ja też szanuję poglądy innych i wcale nie twierdzę, że jednyną słuszną drogą jest uczestnictwo męża w porodzie. Ale moim zdaniem na obrzydzenie nie ma tutaj miejsca.....
Co do mojego mężczyzny, to gdybym chciała, żeby nie patrzył, to uszanowałby moje stanowisko. Ale wiesz, my oboje bardzo chcemy uczestnić w tym w pełni, bez żadnych ograniczeń. Dużo rozmawialiśmy o porodzie jeszcze zanim zaszłam w ciążę i opowiadałam Sebastianowi wszystkie możliwe sytuacje i "widoki", by wiedział, na co się decyduje; kiedy wspomniałam o możliwości nabrania obrzydzenia do żony popatrzył na mnie z uśmiechem i popukał się żartobliwie w głowę /images/forum/icons/smile.gif. Oczywiście, że moje poglądy zweryfikuje ostatecznie rzeczywistość, ale nie sądzę, żebym się zawiodła. Myślę, że tutaj spore zasługi może odnieść dobrze poprowadzona szkoła rodzenia - a co wy o tym myślicie?
Co do udanych małżeństw - wiem, że nie każde małżeństwo jest udane... ale przecież to, czy tak jest, czy nie, zależy przede wszystkim od chęci obojga. Wiem, co mówię, bo my jesteśmy ze sobą prawie 11 lat, a od 5 mieszkamy razem i przeszliśmy bardzo poważne problemy, a dzięki dobrej woli obu stron i wzajemnej miłości doprowadziliśmy nasz związek do takiego stanu, że naprawdę trudno byłoby mi znaleźć cokolwiek, co chciałabym w nim jeszcze poprawić. Może powiecie, że jestem idealistką, ale tak naprawdę jest i uważam, że jest to możliwe w KAŻDYM związku.


Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Pasiasta
10-02-04, 12:43
To jest pierwsza negatywna opinia jaką słyszałam o porodzie rodzinnym! Nie będę się wypowiadała na temat tego co sądzę o tym panu, szkoda słów...
Ja bardzo chcę rodzić z mężem, jesteśmy ze sobą już bardzo długo i zawsze mi pomagał w bólu. Nie wiem czy sama jego obecność, czy ma ręce które leczą/images/forum/icons/wink.gif ale fakt jest taki, żę zawsze mogę na niego liczyć. Tak też wyobrażam sobie nasz poród.

Kasia z lwiątkiem 06.08.04

Edysia
10-02-04, 12:50
No niestety, smutne ale prawdziwe!
Nikogo do niczego nie można zmuszać! Jeżeli ktoś np. nie chce mieć dzieci to zostanie przez taka osobe matką czy ojcem nic dobrego nie wróży ( np. dzieci na śmietniku )
Jeżeli ktoś zmusi cie do zjedzenia przykładowo "móżgu" a jest to dla ciebie obrzydliwe to zwymiotujesz i nigdy wiecej nie zjesz!
Dlatego jeżeli on nie chciał, nie powinien być przy porodzie!
Ja osobiście znam 3 szcęśliwych tatusiów którzy byli przy porodzie i są zachwyceni, ale chcieli być na nich!
To tyle!
Wnioski-NIE ZMUSZAĆ!
Pozdrawiam!

Edysia z dzidzią

baby
10-02-04, 12:57
Coraz bardziej sie z Toba zgadzam Dominiko

Wlasnie dzisiaj ide sie zapisac do szkoly rodzenia. Maz nie zawsze bedzie mogl ze mna chodzic bo czesto wyjezdza na dlugo ale powiedzial ze jak tylko bedzie to na pewno bedzie chodzil. Nauczy sie ze mna sapac :))) tak powiedzial. I tez uwazam ze dobrze przedstawiony ten temat w szkole rodzenia moze nas bardziej pozytywnie do tego nastawic. Bardzo pieknie pisza o tych szkolach we wszystkich gazetach typu Rodzice czy MamDziecko. I bardzo chcemy barc w tym udzial. Wiec moze nas przekonaja... kto wie....
Zreszta chcialabym bardzo rodzic w wodzie i wtedy obecnosc meza jest jak najbardziej mile widziana.

Poza tym dobre (nie wiem czy idealne) zwiazki sa na pewno mozliwe i wtedy nie ma sie przed soba zadnych oporow :)))) tez sie niesmialo zaliczamy :))))

Ale ostateczna decyzja za 4 miesiace :)

Baby + lipcowy bąbelek

http://foto.onet.pl/upload/24/56/_209138_n.jpg

malinka
10-02-04, 12:57
no pewnie, ze na obrzydzenie nie ma tu miejsca, facet troche sie rozpedzil z epitetami itd, ale nic na sile ...
tak na marginesie, sama sie zastanawiam, czy chce rodzic z Mezem czy Mama, bo kots na pewno bedzie potrzebny.../images/forum/icons/wink.gif

syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

anitaM1
10-02-04, 13:01
Moim zdaniem jest to dość indywidualna kwestia.Większość facetow poderwało nas ze względu na nasz wygląd.Pociągałyśmi ich,podniecłyśmy itp.Co jak co ale poród nie jest estetycznym widowiskiem.Faceci są przecież wzrokowcami.Jednak z drugiej strony skoro brali z nami ślub i jest ta miłość to nic nie powinno obrzydzać drugiej połówki a już tym bardziej momentu w którym dajemu mu najwspanialszy prezent na świecie -DZIECKO! Mój mąż też był przy mnie i kiedy miałam skurcze trzymał mnie za rękę i mówił że bardzo się cieszy że jest przy mnie.Lecz mój poród zakończył się cesarka.Nie wiem czy chodzi tu o dajrzałoś czy ugenetyzowane bycie wzrokowcem.

Anita i Kacperek26.05.2003
http://foto.onet.pl/upload/11/74/_209886_n.jpg

wrzesień2004
10-02-04, 13:13
Myślę, że to jednak chodzi o dojrzałość i uczucie. Wyobraź sobie taką sytuację - przepraszam, że dosadną. Ktoś dostaje ataku mdłości i wymiotuje załóżmy - w restauracji. Widok obrzydliwy, zwłaszcza, jeżeli weźmie się pod uwagę miejsce i okoliczności. Ale inaczej zareagowałabyś, gdyby chodziło o kogoś obcego, a inaczej jeżeli chodziłoby np. o Twojego męża czy dziecko. No chyba, że jesteś lekarzem /images/forum/icons/wink.gif Tak więc wydaje mi się, że to jednak chodzi o emocjonalne podejście do sprawy.
Buziaki


Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

urge
10-02-04, 13:22
a moim zdaniem napisal to facet ktory po prostu CHCIAL wywolac burze na forum bo go to bawi. ale chyba troche przesadzil...

osobiscie nie znam faceta ktory bylby niezadowolony z porodu rodzinnego -a byli przy porodach wszyscy moi koledzy ktorzy juz maja dzieci, moj brat, szwagier i co najwazniejsze moj maz. oczywiscie nie zagladal mi w krocze bo faceta podczas porosu stawiaja zeby trzymal zonie glowe i pomagal w parciu a nie zagladal gdzie nie trzeba. byl tak tym wszystkim przejety ze w pewnym momencie polozna wybuchnela smiechem mowiac :alez pan nie musi przec, wystarczy jak pani bedzie to robic! chlodzil mi glowe bo mialam goraczke, pocieszal, zawolal polazna gdy tego potrzebowalam itd. przy porodzie rzeczywiscie kobieta nie wyglada pieknie ale jesli facet widzac ja w takim stanie przestaje sie nia interesowac to moim zdaniem po prostu jej nie kocha! my w kazdym razie w sierpniu zamierzamy urodzic drugie dzieciatko razem (wiec chyba sie nie zrazil) a naszemu wspolzyciu na prawde nic nie zaszkodzilo!
i nie chce tu wcale powiedziec ze kazdy facet musi byc przy porodzie -wierze ze sa pary w ktorych zarowno kobieta nie chce meza przy porodzie jak i maz po prostu nie moze w tym uczestniczyc (wtedy warto moim zdanie zastapic go inna bratnia dusza lub oplacona polozna) ale wypowiedz taka jak tego pana -jesli rzeczywiscie jest prawdziwa relacja w co nie wierze -swiadczy po prostu o jego ciezkim niedorozwoju umyslowym
pozdrawiam serdecznie -Marta z fasolka ktora przywitaja i mama i tata

Monis28
10-02-04, 13:22
No, tak oczywiście macie rację absolutnie nie zmuszać. Nie mniej jednak odczucia tego faceta wydają mi się nieprawdopodobne. Szczególnie to obrzydzenie. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że cierpiąca ukochana to nie jest przyjemny widok, ale to w takim razie czego on się spodziewał, że żona urodzi z usmiechem na twarzy? Skoro to było dla niego takie obrzydliwe to po co dokładnie wszystko oglądał?
Ja rodziłam razem z moim mężem. Nigdy go nie namawiałam, chciał sam. Grzecznie znosił moje niewyobrażalnie mocne ściskanie za rękę, a później stał za moją głową i po prostu był.
Przecinał również pępowinę. Jedyne co było dla niego powiedzmy "nieprzyjemne" to to, że nie mógł ulżyć mi w bółu. Pamiętam jedno zdanie, które powiedział kiedy przyjechała po długim czasie pani anestezjolog " Pani doktor niech pani ratuje moją żonę". Później kiedy z nim rozmawiałam powiedział, że jedynie to go trochę wytrąciło z równowagi. O żadnym obrzydzeniu czy niechęci nie było mowy. Dodam, że poźniej gdy karmiłam Tyśkę sam czasem też sobie próbował mleczka co dla niektórych też może być obrzydliwe.Teraz jestem ponownie w ciąży i oczywiście też będzie ze mną przy porodzie.
Pozdrawiam
Monika, Tysia i fasolka

wrzesień2004
10-02-04, 13:36
Ja też pewnie większość porodu spędzę w wannie /images/forum/icons/smile.gif Ale czy się zdecyduję na poród do wody, to nie wiem, okaże się zapewne "w praniu" /images/forum/icons/wink.gif
My też będziemy chodzić do szkoły rodzenia, szczerze mówiąc, to już się za jakąś rozglądam. Na razie nie doszły mnie żadne słuchy o szczególnie wartej polecenia - a może jest taką ta, do której zamierzasz się zapisać? Czy zapisujesz się "w ciemno"? Nie wiem tylko, z jakiego miasta jesteś, bo ja mieszkam w Warszawie.
Co do związków - ja właśnie tak myślę, że prawdziwy bliski związek polega na tym, że się sobie bezgranicznie ufa i nie ma się przed sobą żadnych oporów. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama.... bo ostatnio wiele z moich znajomych stawia na "samodzielność" /images/forum/icons/smile.gif - polega to na tym, że mąż / partner nie może za dużo wiedzieć, bo po co, a problemy rozwiązuje się ewentualnie z przyjaciółkami /images/forum/icons/smile.gif Chodzi chyba o to, żeby się nie znudził, żeby partnerka stanowiła dla niego ciągłą tajemnicę i imponowała brakiem słabości..... ale szczere mówiąc, to sposób zupełnie nie dla mnie /images/forum/icons/smile.gif
Życzę Wam, żeby decyzja, którą podejmiecie za 4 miesiące (nieważne, jaka) okazała się być tą słuszną ... A tak poza tym, łatwego i krótkiego porodu /images/forum/icons/smile.gif
Buziaki,

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

skate130
10-02-04, 13:44
że żyjemy dzisiaj (oczywiscie nie wszyscy) w takim świecie iluzji, żyjemy na dobre ale juz nie na złe. Wiele związków nie jest silnych, mocnych, zbudowanych na trwałych fundamentach, wiele związków jest przypadkowych, opartych na chwilowej fascynacji drugą osobą, jej wyglądem, seksualnością. Wiele związków nie sprawdziło się jeszcze w prawdziwym życiu, a wiele osób jeszcze nie dorosło do tego życia. Wieloma osobami nic w życiu nie targnęło, wszystko co ich spotykało było ładne, miłe i zabawne, bez bólu, krwi, strachu o drugą osobę. Wydaje mi się, że to są przyczyny tego, że pojawiają się takie opinie. Ja nie wyobrażam sobie żeby mój mąż tak powiedział po moim porodzie. Dużo już razem przeszliśmy i wiem, że mogę na niego liczyć, jak na dojrzałego partnera, który rozumie jak ważnym wydarzeniem jest poród i który wie czego sie tam spodziewać. Mężczyzna który napisał ten post najwidoczniej w dniu porodu dowiedział się z czym to się je. Może i był szczery w tym co opisał, ale dla mnie jego szczerość jest niczym innym jak tylko świadectwem niedojrzałości. Jeśli ktoś postrzega narodziny swojego dziecka przez pryzmat "rozciagniętej dziurki" swojej partnerki to głęboko mu współczuję.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

wrzesień2004
10-02-04, 13:47
Święte słowa. Zgadzam się z Tobą w 100%.
Buziaczki

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

aborka
10-02-04, 14:02
mój mąż był przy porodzie i wiem ze obrzydzenia nie czuje. jest on bardzo dojrzałym emocjonalnie, inteligentnym i czułym facetem. nie został wychowany na jakiegoś samca który traktuje kobiete przedmiotowo.
przecież jak sie mieszka razem to trzeba dzielić sie wszelkimi problemami. przecież każdemu sie zdaży choroba, katar, jakieś straszne wdęcie czy biegunka... to rzeczy czasem wstydliwe ale dotykają i męż i żone. Dobre małżenstwo powinno umiec porozmawiac też o takich sprawach bo z czasem nasze życie takie sie stanie. w wieku lat 60 nic juz nie bedzie takie piekne. piersi nawet bez porodu zflaczeją. pojawią sie żylaki, zmarszczki....
Nie ma sie co dziwic ze jak ludzie nie są otwarci to potem przeżywają szok. mam koleżanke która ukrywa przed mężem że ma okres, on sie domyśla jak ona bez powodu odmawia sexu. a jak ją brzuch boli to mu nie powie dlaczego. brat mojej koleżanki mając 15 lat nie wiedział ze dziewczyna moze miec okres i ta kolezanka w domu szyfrem mówiła (bo rodzice nie chcieli zeby wiedział). jak sie facetowi wmawia że tak naturalne rzeczy są obrzydliw to jak ma znieść taki poród???
Ja mojego męża byłam pewna. nie wstydze sie mu mówić o swoich dolegliwościach i wiem ze on jest bardzo odporny na widok krwi (to akurat rzadka cecha u panów). był przy porodzie, widziła jak wychodzi główka (no bo on wysoki, stoł krótki, jakoś ciężko było nie widziec) potem chodził oglądać dziecko a ja tam lezałam wiec musiał widziec i krew i rozciecie. potem mnie na basem wysadzał i pomagał wcelowac :)) i oglądał jak sie rana goi. to cudowne ze mogłam sie wyzalić jemu i jego poprosic o pomoc a nie jakąś obcą osobe. to wkońcu on jest mi najbliższy.
Ale z drugiej strony nie każdy facet taki jest. Dla wielu poród może być strasznym przeżyciem, tak zostali wychowani i nie da sie ich teraz wychować. takie odczucia jak tego pana są dla nich naturalne. oni tak widzą swiat. Dlatego jeśli facet oponuje przed porodem odzinnym moze lepiej go nie zmuszac. bo on moze nawet miec dobre checi ale uraz mu zostanie głęboko

AniaB i Bartus 13-12-2003http://foto.onet.pl/upload/2/99/_207306_n.jpg

Kata
10-02-04, 14:11
Nie czytałam jeszcze Waszych opinii. Ja uważam że facet ma prawo tak właśnie odczuć całą sprawę, myślę o porodzie z moim mężem ale boję się tego właśnie że na cały ten w sumie drastyczny widok coś się w nim zmieni, że nie bedzie mnie już tak odbierał jak dotąd, boję się że się zablokuję z powodu jego obecności, że go wyrzucę z sali, nie wiem, boję się że zareaguje tak jak ten właśnie cytowany tutaj mąż. Każdy jest tylko człowiekiem i pewne rzeczy moga go zwyczajnie przerosnąć, więc ja się mu szczególnie nie dziwię, tylko nie wiem, współczuję, nikt nie powinien podejmować takiej decyzji pod presją, bo może to mieć bardzo przykre skutki, biedny facet (tak, uważam że jest biedny), jest w szoku i jego uczucia stoją pod znakiem zapytania, może lepiej przeżyć to samej, naprawdę mam powazne wątpliwości w związku z tym, ciężka sprawa, mam nadzieję że gość wyjdzie z tego.

Pozdrawiam Was

<font color=green> Kasia + czerwcowa chyba dziewczynka</font color=green> /images/forum/icons/smile.gif13.06.04

annika
10-02-04, 14:32
Coś mi tu wszystko nie pasuje. A gdyby zobaczył swoją zonę np. (odpukać) po wypadku samochodowym, albo po ciężkiej operacji, to też - obrzydzenie??? To co maja mówic żony ginekologów, położników, nawet chirurgów... jak ci mężczyźni funkcjonują? :) Eee, byc może facet jest niedojrzały, albo ze zmysłów faktycznie używa tylko wzroku. Prawdziwe życie to nie film erotyczny, gdzie wszystkie panienki są śliczne i młode.
Mój mąż nie przeżył żadnej traumy, nie był zszokowany, był szczęśliwy i wyraźnie widać to na zdjęciach, które mamy :) A był bardzo młody - miał 22 lata, gdy rodził się nasz syn. Zupełnie nie miało to wpływu na nasze życie intymne, a doszła pewna więź. Polecam poród z mężem. Nie martwcie się "estetyką", zdarzają się w życiu "brzydsze" sytuacje niż przyjście na świat waszego dziecka.

Ania + kwietniowe maleństwo (16.04.04)

Kara77
10-02-04, 14:46
Ja raczej nie będę na siłę zmuszała mojego męża, żeby był przy porodzie. Rozmawialiśmy już otym parokrotnie. On jest taki, że zasłania oczy jak w telewizji są bardziej krawawe sceny, jak sobie rozciął puszką dłoń albo miał dostać zastrzyk znieczulający u dentysty, to mdlał. Jak byliśmy razem na USG naszego maluszka, to już mu się słabo robiło:) Wiem, że duchem bardzo by chciał być i przeżyć to ze mną (powiedział, że na początku będzie ze mną) ale wiem również, że fizycznie nie bedzie w stanie asystować przy porodzie (II i III fazie). A ja to akceptuję. Bo go kocham, doceniam jego chęci i wiem, że po I fazie porodu jak się zacznie ta bardziej krwawa, to będzie wartował pod samymi drzwiami (i tam też pewnie zemdleje, hihi:)))) a jak go ocucą to przyjdzie zobaczyć i uściskać swoją dzidzię i jego mamusię:)


:) Kara + Bąbelek (14.09)

moniija
10-02-04, 16:24
wlasnie mialam sie rozpisac na ten temat ale ujelas to idealnie.
Wiadomo zmuszac sie nie powinno nikogo,ale bez przesady.
Facet przegial, rozne w zyciu zdarzaja sie sytuacje ale jak sie kogos kocha to nie patrzy sie na niego tak powierzchownie. Zreszta wlasciwie co ja mam pisac skate ujela wszytsko idealnie
Pozdrawiamy
Monika & Piotr i ich cudoGwiazdeczka(ek)marzec 2004

pluszaczka
10-02-04, 17:30
Niektorzy mezczyzni tak reaguje. wcale nie dziwie sie temu facetowi. Przeciez to wcale nie jest "estetyczny" widok a dla faceta, ktory jest wzrokowcem to juz w ogole..horrot. Ja nie namawialam meza na porod - sam chcial:-)
pozdrowionka

aniah13
10-02-04, 19:12
zalosne........... ciekawe czy gdyby zona owego pana strula sie czyms i porzygala na jego oczach, czy brzydzilby sie ja pozniej pocalowac.... ech szkoda slow....

ania (11.02.2004)

GUSIA2004
10-02-04, 19:36
Jeszcze nie czytałam wypowiedzi innych dziewczyn ale piszę "na gorąco". Mnie ten tekst osobiście rozśmieszył. Jakby go pisał go jakiś pedał (sorki dla homoseksualistów do których nic nie mam tylko mnie śmieszą zwłaszcza ich "żeńskie" połowy). Krew, wody płodowe...a fuj... jakie to brzydkie... Taki facet chyba nie poszedłby np. na polowanie, bo tam jest dużo krwi i później brzydziłby się takiego np. króliczka zjeść... Ciekawe czy w wigilię zabija karpie...
Z mojej strony wyrazy głębokiego współczucia z powodu takiego...hm... faceta?

GUSIA2004 + Maleństwo 08.06.2004

irma
10-02-04, 19:45
Podpisuje sie pod twoim postem. Rodzilam dwojke dzieci z mezem, ktory nie wyobrazal sobie aby mialo go przy nas nie byc. W sytuacji, ktora wzmacnia zwiazek, laczy i sprawdza ...napewno.
Dodam jeszcze, ze balabym sie zestarzec z autorem opisu :(


Elka, Gabi i Jeremi 10.04.2003 http://foto.onet.pl/upload/6/24/_205792_n.jpg

yohanna
10-02-04, 21:36
Czytam tego posta i Bogu dziękuję, że nie jestem żoną takiego faceta. Jak można tak przedmiotowo patrzeć na żonę i swije dziecko (te opisy wydają mi się niekiedy wręcz wulgarne...). Mój mąż był ze mną przy porodzie, mimo że z początku miał wiele obaw, ale przekonał się, by mi towarzyszyć i dziś tego nie żałuje. Gdybyście widziały jaki był podekscytowany gdy przecinał pępowinkę. A dla mnie jego obecność była bardzo pomocna, myślę, że gdyby go tam ze mną nie było o wiele gorzej znioslabym poród. Oboje jesteśmy zdania, że warto było tam być razem i wspólnie doświadczyć cudu narodzin naszego ukochanego synka. A facet, który tak opisał poród rodzinny jest chyba jakiś niedojrzały psychicznie...

Asia i Dominiczek (ur 07.01.2004) http://cygnus.et.put.poznan.pl/~ksiaze/d3.jpg

ssszalona
11-02-04, 00:55
Nas czeka poród w czerwcu. Mój mąż ma mieszane uczucia co do jego obecności przy mnie. Z jednej strony bardzo chce, a z drugiej strony boi się, że widok krwi spowoduje jego omdlenie itd... Psychicznie potrzebuję wsparcia i dlatego zdecydowałam się na poród rodzinny, ale nie wykluczone, że zamiast mojego męża znajdzie się przy mnie mój tata :) Ważne, żeby ktoś mnie trzymał za rękę! Jeżeli mąż poczuje się na siłach (a myślę, że tak) to napewno nie pozwolę mu zaglądać mi między nogi!!! Ma być wsparciem dla mnie, trzymać mnie i poprostu przy mnie być! Nie dziwię się temu Panu, że ma takie odczucia.
Pozdr...

Domi
11-02-04, 02:02
Wiesz co... przepraszam, jeżeli Cię urażę, ale ja się dziwię Tobie, że Ty nie dziwisz się temu facetowi. Umiałabyś zrozumieć i zaakceptować (!!!) takie odczucia np. u własnego męża??? Bo ja z pewnością nie. Ale nie będę się już powtarzać, wcześniej napisałam (pod loginem wrzesień2004) - i nie tylko ja mam podobne poglądy - co sądzę na temat powodów jego reakcji (oceniając na trzeźwo, nie pod wpływem emocji).
Trzymaj się ciepło,

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

heksa
11-02-04, 05:50
Co za niedojrzaly dupek! Koles nie dorosl ani do roli ojca, ani meza, ani partnera. Przykro mi, ale nie rozumiem dziewczyn, ktore staraja sie zrozumiec tego idiote. Moim zdaniem, jezeli facet nie chce byc swiadkiem narodzin wlasnego dziecka i brzydzi sie zona widzac ja w niekorzystnych dla wygladu warunkach - nie jest warty ani jej ani tego dziecka. Powaznie, gdyby moj maz tak sie zachowal, jego spakowane walizki juz dawno stalyby przed drzwiami, pomijajc fakt ze nigdy nie zwiazalabym sie z takim facetem.

Luiza i Sophie (11.06.03)
http://foto.onet.pl/upload/37/41/_211882_n.jpg

shibaa
11-02-04, 08:49
Popłakałam sie ze śmiechu - to chyba jakis zartowniś. Albo jakis chory biedak niedojrzały emocjonalnie. Żaden normalny facet kochajacy swoja żonę i wyczekujacy z nia z utesknienieniem na potomka by tego nie napisał .. chyba.
Wszyscy moi koledzy którzy rodzili z żona mówią ŻE NIE PAMIĘTAJĄ ŻADNYCH PRZYKRYCH WIDOKÓW I TEGO CO SIĘ DZIAŁO WOKÓŁ - byli tylko oni i ich ukochane "dzielnie pracujące" żony którym starali się pomóc za wszelką cenę - byli poprostu sami na sali a swiat wogół nich nie istniał; a później ogromna radość i ŁZY radości. Nikt też nie zagląda specjalnie między nogi żeby analizować "rozciąganie dziurki (fuj co za głupek)" tylko siedzi trzymajac rekę i mówiąc do niej.
Kiedy z przejęciem opisywali przecinanie pepowiny miałam łzy w oczach że facet potrafi cieszyć się z tego jako z najwaspanialszego wydarzenia w życiu.
I tak właśnie normalni faceci traktują narodziny dziecka - i są DUMNI z tego że mogli w tym cudzie uczestniczyć, czuja się dowartościowani że zostali dopuszczeni do tego zaszczytu!
:)
Z mężem jeszcze nie rozmawialiśmy na temat porodu ale jestem przekonana że wogóle nie będzie chciał słuchać o tym zebym rodziła bez niego.
Agata
+pierniczek (14.09.2004)

ssszalona
11-02-04, 09:27
Witaj ponownie!
Nie urażasz mnie absolutnie!!!! Jestem lekarzem, mam na codzień kontakt z takimi sytuacjami. Uwierz mi!!!! Co drugi facet mdleje przy po rodzie!!!! Jeżeli jest dobrze pilnowany przez personel szpitala to da się uchwycić moment kiedy facetowi zaczyna być źle, ale.... nie zawsze. A ile jest przypadków, że mąż wychodzi z sali porodowej i wymiotuje (o czym nie informuje się żony). Kobieta trochę inaczej przeżywa poród! Poza tym, weź pod uwagę to, że kobieta NIE WIDZI nic oprócz swoich kolan, a potem wyjętego dziecka. Poród dla kobiety z punktu widzenia drastyczności jest bardzo łagodny, dla mężczyzny - NIE. Nie wiem czy wiesz, wody płodowe mają naprwadę nieprzyjemny zapach. Spróbuj się postawić na miejscu tego gościa, który widzi jak JEGO UKOCHANĄ żonę jakiś lekarz tnie nożyczkami w miejscu tak intymnym, spróbuj sobie wyobrazić wszędzie rozlaną krew i wody płodowe (o nieprzyjemnym zapachu) - wybacz, ale to nie jest widok dla kochającego męża!!! On owszem ma z Tobą być, wspierać Cię i pomagać, ale nie wymagaj od męża żeby stał z drugiej strony! Jeżeli sam będzie tego chciał - nie zabraniaj, ale... To wielki cios dla psychiki takiego Pana i skutki moga być podobne do odczuć tego właśnie nieszczęśnika z porodówki. Dyskutować można by było bez końca, ale czy jest sens? Każda osoba jest inna, ma inne odczucia, Twój mąż może być szczęśliwy z oglądania Twojego porodu. Nie mniej jednak pamiętaj, że może być sytuacja, że poród będzie mu się źle kojarzył i nie powie Ci o tym BO CIĘ KOCHA I WIE ŻE CIĘ ZRANI. Tyle ode mnie.
Mój mąż idzie ze mną na poród rodzinny, ale w "pogotowiu" będzie mój tata i jeżeli mąż zadecyduje, że chce z tej sali porodowej wyjść, nie będę miała mu tego za złe. Wolę, żeby cieszył się nowo narodzonym dzieckiem i będzie czułym tatą i mężem :)
Życzę powodzenia, na razie papa

PS. Uciekam bo właśnie rodzą się bliźniaczki :)

Barburka
11-02-04, 09:36
ja rozmawiałam z kilkoma facetami którzy byli przy porodzie i wszyscy byli szczęśliwi że wzieli w tym udział - ale dam przeczytać mężowi zobaczę co powie

Barburka (13.04.04)

arvena
11-02-04, 10:45
ja mam kochanego męża, który chciał być przy porodzie, płakał ze szczęścia i jest dumny!każdemu opowiada swoje wrażenia, pierwszy miał Szymusia na rękach, widział, ajk go mierzyli i ważyli i wciąż na mnie krzyczy, że rodziliśmy razem a nie ja sama:)
nie rozumiem tego faceta- fakt, że nie powino się nikogo do porodów rodzinnych zmuszać, ale wkurza mnie to, że dobrym mężem możesz być jak żona się uśmiecha i jest happy,a jak już jest ból, płacz itp to lepiej uciec, niech zmaga się z tym sama...
a tekst o jędrnych cycuszkach...eh, szkoda słów!

Marta i synek Szymek- 22.08.2003
http://foto.onet.pl/upload/18/78/_183806_s.jpg

Bożka_
11-02-04, 10:47
Ja tez tak zrobilam tzn. dalam przeczytac opis mezowi. Wybiera sie ze mna na porod i ten opis wywolal miedzy nami rozmowe. Sumujac: Moj maz powiedzial, ze gosc po prostu mial zle nastwienie od poczatku. Nie chcial byc przy porodzie i uczestniczyl w nim z mysla, jak wielka mu sie dzieje krzywda, ze musi to wszystko ogladac. Podszedl do tego bardzo instrumentalnie i zobaczyl to, co chcial zobaczyc. Do tego trzeba sie troche "przygotowac" tzn. np. przemyslec, po co chce sie w tym uczestniczyc, jaka sie chce spelnic role itd. Na koniec powiedzial, ze na pewno nie odmowi sobie tej przyjemnosci...
Nasuwaja sie mi jeszcze dwie inne mysli zwiazane z tematem:
1. Spotkalismy kiedys na imprezie znajomego, ktory uczestniczyl w porodach swoich dzieci i ma juz 65 lat. Na widok mojego brzucha powiedzial tak do mojego meza: Zeby przezyc to zycie dobrze, sa dwie rzeczy, ktore kazdy mezczyzna powinien zobaczyc: pierwsza, to jak czlowiek sie rodzi, a druga to, jak czlowiek umiera...
2. Wczoraj ogladalismy w szkole rodzenia film z porodu w domu. Bylam bardzo zaskoczona, bo uczestniczylo w nim tez starsze rodzenstwo (cos miedzy 8 a 12 lat). Siedzialy na kanapie i przygladaly sie matce, ktore kleczala na podlodze i parla wspierajac sie na mezu. Oczywiscie byly mnostwo krwi i wod plodowych itd. itp. Kiedy malenstwo wypadlo jedno z dziec krzyknelo "Mamo, to dziewczynka..."

Bozka i Amelia 21/03/04 http://www.ikp.liu.se/usr/bozpo/a.jpg

Domi
11-02-04, 12:21
Hej, dzięki za odpowiedź.
Przyznam, że zaskoczyłaś mnie danymi, które podajesz. Oczywiście nie podważam prawdziwości, w końcu jesteś lepiej poinformowana ode mnie, bo uczestniczysz w tym na codzień. Ale naprawdę! może jestem uparta, może idealizuję, ale wydaje mi się, że para, która jest ze sobą naprawdę blisko, mąż, który naprawdę swoją żonę bardzo kocha nie nabierze do niej obrzydzenia! OK, rozumiem, tak jak pisałam wcześniej, że widok krwi, zapach wód płodowych, może nie być przyjemnym przeżyciem, ale przecież to są normalne zjawiska tego aktu, podczas którego rodzi się jego własne dziecko - chyba sama świadomość tego wystarczy? Mnie zszokowała przede wszystkim perspektywa z jakiej ten pan patrzył na swoją żonę - dziurka się rozciągnęła, cycuszki już nie są sterczące.... Szkoda słów.
Wczoraj, po przeczytaniu tego posta, próbowałam sobie wyobrazić sytuację odwrotną - gdybym to ja patrzyła np. na operację mojego męża (a zdolność empatii mam wysoką). I wiesz co - naprawdę, starałabym się mu pomóc ze wszystkich sił, a wygląd czy zapach nie miałby dla mnie najmniejszego znaczenia! Inna sprawa, że może ja nie jestem najlepszym przykładem, bo zawsze chciałam być lekarzem, chirurgiem, niestety to marzenie się nie spełniło.... Widać Dominiki tak mają /images/forum/icons/wink.gif
Wczoraj przeczytałam wypowiedź tego pana mężowi. Nie przytoczę jego pierwszych słów /images/forum/icons/wink.gif ale generalnie sprowadzały się one do tego, że z jego umysłem jest chyba coś nie w porządku /images/forum/icons/smile.gif Rozmawialiśmy potem długo na ten temat i z Sebastiana wypowiedzi wynikało jasno, że to raczej personel może mieć problemy /images/forum/icons/smile.gif bo on osobiście wszystkiego dopilnuje /images/forum/icons/wink.gif, żeby jego żona i dzieko mieli jak najlepszą opiekę. (Mój mąż jest nieuleczalnym perfekcjonistą......./images/forum/icons/wink.gif ale to jak dotąd zawsze przynosi efekty /images/forum/icons/smile.gif) A krew, nieprzyjemne zapachy, drastyczne widoki.... to przecież - jak powiedział - naturalne, że coś takiego się dzieje, najważniejsze jest to, żeby w efekcie jak najszybciej i najłatwiej urodziło się dziecko i trzeba dołożyć wszelkich starań do tego. I podobnie jak niektóre z nas pytał, co by było, gdyby ten pan zobaczył swoją żonę poszkodowaną w wypadku - jak wtedy by zareagował?
Muszę zaznaczyć, że mój mąż sprawdził się już jako kochający mężczyzna w podobnej sytuacji, ale nie będę opisywać szczegółów. W każdym bądź razie wiem, że mogę na niego liczyć. Dzięki Bogu.
Buziaczki i przepraszam, że tak długo.


Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

skate130
11-02-04, 12:51
Ja tez przeczytałam post szalonej i w pierwszej chwili wystraszyłam się, że jesli tak jest rzeczywiscie jak opisala to moze jednak nie brac meza? Tak myslalam tylko chwilke ale z drugiej strony dziewczyny, czy jakis mąż zapyta sie żony co poród oznacza dla niej? Czy kobieta musi byc tak skonstuowana, że nie przeszkadzac jej będzie ani ból ani smród wód ani lecąca z niej krew? Przecież cały trud ciąży, porodu spada na kobietę. Partnerzy wspólnie planują ciążę ale wszystko co dzieje się potem spada na kobietę. Czy my nie martwimy się, że nasze ciała się zdeformują? że piersi sflaczeją? Czy dla nas nie jest to ważne? Ale co mamy zrobić? Czy facet nie może choćby na sam koniec tych wyczerpujących 9 miesięcy dać nam wsparcia? Nawet na tyle liczyc nie można? Bo co, bo mu sie zrobi niedobrze? Bo przeżyje szok estetyczny? No bardzo mi przykro, naprawdę ale życie ma różne aspekty i te piękne i te brzydkie. Niech ten piękny, mądry facet który napisał tego posta powącha czasem jak śmierdzi jego kupa a później wytnie sobie odbyt z obrzydzenia.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

natasza
11-02-04, 13:49
Cześć,
Zgadzam się z Tobą całkowicie. Mam takie samo - IDENTYCZNE ZDANIE. My , kobiety musimy zaakceptować nasze często "zdeformowane ciała" , szycie krocza i wiele innych, z którymi poprostu musimy się pogodzić. A na dodatek, musimy sie zamartwiać czy będziemy się jeszcze podobały facetom, czy nadal będziemy atrakcyjne, czy nie znajdzie sobie młodszej itp. Także uwazam, że obecność przy porodzie żony mogłaby być wręcz obowiązkowa - powinni widzieć, ile trzeba się nacierpieć aby dac życie dziecku!!!!!!!!! Sami takiego bólu poprostu by nie znieśli.

NATASZA Z ŁODZI (lat 29)

BBetka
11-02-04, 13:54
----------------------------------------------------------------------------


Znalazłam jego tłumaczenia, bo na tym innym forum tez wywołał burzę mózgów, cytuję więc:














CYT:

Pisze tu, bo tamten watek widze ze sie strasznie wydluzyl. Coz, dziekuje za
zainteresowanie i wszystkie glosy. Przykro mi, ze posadzacie mnie o skrajny
egoizm, brak jaj, niedojrzalosc i nieodpowiedzialnosc, ze osierocilem
dopiero narzodzone dziecko, ze nie kocham zony i pewnie mysle tylko o tym,
jak znalezc sobie kochanke. To nie jest tak. Kocham zone. Bardzo. Tylko
musicie zdawac sobie sprawe, ze milosc nie zawsze wiaze sie z seksem. Prawda
jest taka, ze w tej chwili nie mam ochoty na zadna kobiete. Moze to skutek
przezyc na porodowce, moze przepracowania, nie chce sie w to wglebiac. Ale
na pewno zrobie wszystko, aby moje zycie wrocilo do normy.
Zarzucano mi, ze kocham jedynie cialo zony sprzed porodu, ze ma dla mnie
znaczenie tylko jej wyglad, ze kocham ja tylko wtedy, kiedy jest umalowana,
prosto od fryzjera, pachnaca i w mini. Nic bardziej blednego. Widzialem ja
brudna, spocona, poobijana po splywie kajakowym, nieumalowana, trzymalem jej
wlosy, kiedy wymiotowala jak kot, bo sie strasznie czyms strula i byla
zielona na twarzy. Smarowalem jej cialo oliwka, kiedy byla w ciazy i to jest
przepiekne wspomnienie. Gdyby cos, nie daj Boze sie jej stalo i trzeba by
bylo ja myc czy wrecz przewijac, zajalbym sie nia. Nie jestem potworem. Nie
jestem rozpieszczonym przez zycie i mamusie pizdusiem, ktory odwraca sie z
niesmakiem na widok odprysnietego lakieru na panokciach u swej lubej. Jestem
normalnym facetem. Zwyczajnym. Ale mam zal do zony, ze wymogla na mnie
placzem, histeria i grozbami obecnosc przy porodzie. Od samego poczatku, od
kiedy dowiedzialem sie, ze bede ojcem i zaczelismy wybierac imie dla dziecka
i stanel kwestia wyboru szpitala i sposobu porodu, powiedzialem jej bardzo
delikatnie, ale stanowczo, ze nie czuje sie na silach, aby z nia rodzic.
Wtedy nie naciskala. Jej histeria na wspolny porod zaczela sie gdzies pod
koniec siodmego miesiaca ciazy. Moze i nie bylem dosc stanowczy, ale nie
bede sie przeciez darl na kobiete w zaawansowanej ciazy, matke mojego syna!
Nie moglem spokojnie sluchac argumentow, ze jej nie kocham, nie zalezy mi na
niej ani na dziecku skoro nie chce z nia rodzic. To jakis absurd! Jak moglem
jej nie kochac? Jak? Po siedmiu latach bycia razem? Po tym jak dalem jej
dziecko? Po tym jak zdecydowalem sie na prace tu, zeby niczego jej nie
zabraklo? Uwazam, ze z jej strony to bylo niesprawiedliwe. Zawsze byla
rozsadna, a tu zaczela zachowywac sie jak rozpieszczone dziecko, ktore za
wszelka cene chce cos miec. Wiem, ze wszystkie jej koleznaki rodzily z
mezami, ale ci mezowie tez nie palali entuzjazmem. Uwazam, ze rodzinne
porody staly sie jakas glupia moda. Na kobiete, ktora rodzi sma, patrzy sie
jak na uposledzona bidulke. A ja przychylam sie do zdania, ze porod to
intymna sprawa kobiet. Obydwoje chcielismy dziecka, ale to nie znaczy, ze
obydowje mamy je rodzic, bo do tego natura stworzyla jedynie kobiete.
Wszystkich, ktorzy poczuli sie urazeni tytulem mojego watku przepraszam. Nie
chodzi mi o apelowanie do kogokolwiek, zazdroszcze mezczyznom, ktorzy ze
wspolnego porodu potrafia czerpac piekno i wzruszenie. Chodzilo mi o to,
zeby po prostu nie dac sie zwariowac kolezankom, prasie, lekarzowi. Chodzilo
o to, zeby nie wykrzystywac faktu bycia w ciazy do wymuszania na partnerze
decyzji, do ktorych nie jest gotowy czy przekonany, a o czym boi sie mowic,
zeby nie wyjsc na nieoswieconego kmiota i szowinistycznego samca.
Tyle z mojej strony. Dziekuje, kropka
Robert

Domi
11-02-04, 14:08
Dokładnie - jaki MY mamy wybór? Od nas oczekuje się, że będziemy chciały urodzić dziecko - najczęściej tak właśnie jest, że chcemy. Jednocześnie mężczyźni często nie patrzą na to ile to od nas wymaga wyrzeczeń, wysiłku, poświęceń.... przecież same chcemy! Myślę, że dzięki temu, że teraz są takie możliwości, żeby mąż był przy porodzie, że większość porodów to porody rodzinne, mężczyźni mają szansę stać się bardziej wrażliwi i dostrzegać więcej niż pokolenie naszych ojców i dziadków. Może wreszcie ten cały świat zacznie sprowadzać się do tego, że najważniejsza jest miłość, bliskość, bezpieczeństwo, a nie piękny wygląd....
A tak na marginesie: mój mężuś, jak byliśmy na pierwszej wizycie w ciąży, pomimo, że fotel był za murkiem i tak zaglądał, co mi tam pani doktor robi właściwie /images/forum/icons/smile.gif; a jak robiła mi USG zadawał więcej pytań ode mnie /images/forum/icons/wink.gif Pomimo, że zaczął pracę w nowej firmie i praktycznie codziennie, a często i w sobotę wraca po północy ze spotkań z klientami, znajduje jeszcze czas na to, żeby mnie zawieźć do pracy, żebym przynajmniej w jedną stronę nie musiała jechać autobusem, żeby zrobić zakupy (żebym nie musiała nosić) i posprzątać mieszkanie. A ja mam odpoczywać i nie robić nic, pomimo, że naprawdę zupełnie nic mi nie dolega! /images/forum/icons/smile.gif Jakoś zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić u niego obrzydzenia z powodu uczestnictwa w porodzie - myślę, że w przypadku miłości, troski jest to po prostu niemożliwe.

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Katarzynka
11-02-04, 14:10
ja jestem chyba jakaś nienormalna (w świetle wypowiedzi dziewczyn tutaj na forum) bo JA TEGO FACETA ROZUMIEM! Czasem nasza psychika reaguje w sposób od nas niezależny - coś jest po prostu od nas silniejsze! My, kobiety w kwestii porodu mamyswoje - bardzo subiektywne zdanie i odczucia. Nie możemy od mężczyzn wymagać tego samego.


Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

skate130
11-02-04, 14:11
Tak, dokładnie, sami by tego bólu nie znieśli. Byc może ten komentarz który został przytoczony to jedynie prowokacja ale jeśli tak jest rzeczywiście to kłania się kolejny błąd w edukacji ludzi. Setki lat kiedy funkcjonowało podejście, że kobiety rodza i rodziły od lat i, że każda to przeżyje bo tak nas natura stworzyła. Ja osobiście bardzo boję się porodu, boję się bólu, nie oglądam żadnych filmów ani zdjęć z porodów. Najchętniej bym sie z tego wypisała (z porodu) ale nie mogę. Bardzo czekam na swoje dziecko, bardzo je kocham ale poród i tak jest dla mnie czymś przerażającym. Ale właśnie dlatego, że tak jest to nie chcę być tam sama zdana jedynie na siebie i na łaskę lekarzy i położnych. Zawsze myślałam, że mężczyzna uczestniczący w narodzinach swojego dziecka czuje się ważny, dumny, że nawiązuje szybciej więź z dzieckiem, że patrzy z uznaniem na żonę, że podziwia ją za ten wysiłek nadludzki. Chyba nadal tak myślę, z małą poprawką, że nie wszyscy faceci są ludźmi dojrzałymi. Ciekawi mnie jeszcze czy ten pan patrzy tez z obrzydzeniem na swoja matkę która jego urodziła albo czy przeprosił swojego ojca za to, że "popsuł" mu żonę swoją wielką rodzącą sie głową.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

Katarzynka
11-02-04, 14:15
my mamy hormony i instynkt macierzyński dzięki którym wszystko co jest związane z ciążą porodem i dzieciątkiem - jest dla nas NATURALNE i NAJPIĘKNIEJSZE. Nie wymagajmy takiego samego zachwytu od faceta

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

skate130
11-02-04, 14:22
Moje hormony chyba nie działają najlepiej bo sporo rzeczy związanych z ciążą nie uważam za najpiękniejsze i naturalne. Wymiotowałam prze ponad trzy miesiące dzień w dzień po kilka do kilkunastu razy na dobę i to było koszmarem, bóle zgniecionej wątroby też nie są dla mnie czymś pięknym ale zaciskam zęby bo nie mam innego wyjścia. A sam poród? Boję się go jak ognia i w tej chwili nie uważam go za coś najpiękniejszego i naturalnego.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

Katarzynka
11-02-04, 14:23
oj widzę że na naszym forum brakuje jeszcze jednego kącika - FEMINISTKI :-)

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

Gabaa
11-02-04, 14:48
Ja tez go rozumiem i nie widzę powodów do takich oszczerstw na forum. Miło nam jest jak nasi mężowie są przy nas, jak nam dogadzają, rozpieszczają, itd. Ale nie można na nikim niczego wymuszać. My kobiety inaczej przyjmujemy poród, wychowanie, karmienie, tak samo jak inaczej odczuwamy niektóre sprawy, w nas jest więcej emocji, a w facetach wiecej twardego stąpania po ziemii. Trudno byłoby mi bez męża przy porodzie, ale jeśli nie chciałby - ustąpiłabym, trzeba szanować uczucia innych osób, a zwłaszcza najbliższej. Dlatego dziewczyny nie dajmy się ponieść modzie, oni mają uczucia, przeżywają to tylko inaczej niż my.
Pozdrawiam

Ania i dzidzi 03-05-2004

Katarzynka
11-02-04, 15:31
masz stuprocentową rację :-)

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

Katarzynka
11-02-04, 15:35
ja - o dziwo - wcale nie bałam się porodu :) I chociaż był długi i bolesny - uważam go za najbardziej fantastyczne przeżycie jakiego doznałam (może to też wpływ hormonów)

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

malinka
11-02-04, 15:48
Dominika
czy masz na mysli, ze jak lezalas na fotelu ginekologicznym, to Twoj M. zagladal ... gdzie ... ? nie rozumiem,
ile razy bylam badana przez Gin, zawsze prosil, zeby Maz poczekal na zewnatrz, az skonczy i prosil na usg po chwili, nie wiem czy dobrze rozumiem, ale co to znaczy, ze Twoj M."patrzyl co Pani Gin Ci tam robi ?" ?????????????????

no i gratuluje tak opiekunczego Meza,
Mezczyzni maja szanse stac sie 'wrazliwi' ale nie na sile, jeszcze raz sie sklonie do mojego pierwszego wniosku, ze NIE POWINNA GO ZMUSZAC DO UCZESTNICTWA W PORODZIE. kropka


syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

malinka
11-02-04, 15:52
czy jezeli Mezczyzna nie chcialby uczestniczyc w porodzie to znaczy, ze jest on niedojrzaly ?

syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

Domi
11-02-04, 16:21
Tak, dokładnie - mój mężuś musiał wszystko wiedzieć, zwłaszcza, czy aby ktoś nie robi mi krzywdy /images/forum/icons/smile.gif U naszej pani doktor jest możliwość uczestnictwa męża w badaniu. Co prawda sam fotel jest oddzielony od reszty gabinetu murkiem, ale moje Słonko i tak znalazło sposób, żeby tam zajrzeć /images/forum/icons/wink.gif Jak mi o tym powiedział po badaniu najpierw byłam totalnie zaskoczona, a potem zaczęłam się śmiać /images/forum/icons/smile.gif Wiem, że wiele kobiet czułoby się niezręcznie w takiej sytuacji, ale my nie mamy przed sobą żadnych sekretów, nie istnieją dla nas "sytuacje niezręczne" więc cieszyło mnie to, że się tak troszczy.
Co do Twojego wniosku - to masz oczywiście rację, zmuszać absolutnie nie należy, co do namawiania też lepiej się zastanowić. Ja od samego początku nie umiem zrozumieć i zaakceptować u tego pana dwóch rzeczy: uczucia obrzydzenia po porodzie i czysto seksualnego (tak to wygląda) podejścia do tej kwestii.

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

olencja
11-02-04, 16:25
Co ja o tym myślę?

1. nie powinno się nikogo do niczego zmuszać, jest teraz duza presja społeczna i boom na wspólne porody, ale facet powinien był zdecydowanie odmówić, widać, że autor tekstu jest słaby psychicznie.

2. Facet był zupełnie nieprzygotowany do porodu, on chyba myślał, że dziecko przyjdzie na świat już umyte i ubrane...

3. Opisy wtekście wydają mi się dużo przesadzone, ale możę rzeczywiście facet jest w jakims głębokim szoku.

4. Nie można uogólniać, że wszyscy faceci tak zareagują bo przecież w takim wypadku co by czuli lekarze ginekolodzy?

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

olencja
11-02-04, 16:32
Mój mąż myśli podobnie jak Twój, nie wyobraża sobie żeby mogło go nie być przy tak ważnym wydarzeniu jak narodziny własnego dziecka. Mówił tak jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Prawdę powiedziawszy to ja początkowo nie byłam przekonana do tego pomysłu... Ale teraz wiem jakie to dla niego ważne i co ważne wiem, że jego decyzja jest świadoma, przemyślana i on wie, że nie będzie pięknie w sensie czysto i bez wysiłku.

Właśnie, a swoją drogą czy ten facet pierwszy raz widział swoją żonę spoconą?

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

monika30
11-02-04, 16:45
Zwykle to kobiety mają depresję poporodową, a w tym wypadku spadła na faceta. Nic dziwnego, zresztą... Na faceta niedojrzałego psychicznie i przyzwyczjonego do wyłącznie pięknych i czystych aspektów życia.
Kobieta nie zawsze jest piękna, czasami chodzimy z grubą szczotką we włosach - aby dopiero dobrze się ułożyły. Nie budzimy się w pełnym makijażu. Miewamy gorsze dni... I facet ma prawo być niezadowolony? Może czuć obrzydzenie, że jego "ukochana" wykrzywia twarz przy skurczach???
To chyba nie był odpowiedni facet.

monika

monika oczekująca na Franka (29.03.04)

Apolosia
11-02-04, 16:46
( sam list, bez tłumaczenia - jego jeszcze na forum nie było), bo byłam ciekawa co powie, jego reakcji. Długo dyskutowaliśmy. Podczas tej rozmowy, powiedział wiele cennych rzeczy. Mój Ukochany, choć zamierza mi towarzyszyć przy porodzie, bo nie boi się ani widoku krwi, ani niczego innego - twierdzi, że kontrowersyjna wydaje mu się owa "moda" na wspólne, rodzinne porody. Po pierwsze, według niego presja na mężczyzn, że powinni "przy tym być", bo jeśli się wymigują to bardzo źle o nich świadczy, jest zbyt duża. Trzeba, zdaniem mojego męża zrozumieć, że nie wszyscy są w stanie psychicznie znieść ten rodzaj doświadczenia. Czasem tak bywa, niektóre sytuacje są w stanie przerosnąć człowieka. W naturze mężczyzny, inaczej niż kobiety, nie leży poród, przeżycie go. Kobieta jest uwarunkowana do porodu biologicznie. Jak celnie zauważył mój ślubny, trudno mu znaleźć jakiekolwiek przykłady na obecność samca podczas narodzin potomstwa, u jakichkolwiek zwierząt. Z drugiej strony jednak, przyznaje, że jest to przeżycie i ból dla kobiety nieporównywalny z niczym innym, i choć odrobina wsparcia ze strony najbliższej osoby, taka jak jej obecność na sali porodowej, trzymanie za rękę, stanowi dla niej ulgę. Ale mężuś zastanwiał się również, nad dyskomfortem jaki z pewnością odczuwają mężczyźni, i jaki on będzie odczuwał, że są tak bezużyteczni, że ich rola, pomoc podczas porodu jest tak ograniczona, cały trud tego aktu wydania na świat dziecka spoczywa na kobiecie, a mężczyzna w - bądź co bądź - bierny sposób musi obserwować jej ogromne cierpienia.
Mój luby podkreślił też, że potrafi zroumieć, że mężczyzna mógł czuć odrazę na widok krwi, wielu ludzi ma takie fobie, natomiast nie potrafi już pojąć, i uważa to za patologię, że ten facet czuje ODRAZE do własnej żony, na tle fizycznym, seksualnym. "Przecież fakt,że pochwa się rozciąga, bo przez nię wychodzi dziecko, jest czymś najbardziej oczywistym podczas porodu, na co trzeba być przygotowanym. Ot, fizjologia. Może on był jakiś niewyedukowany" - zastanaiwał się mężuś. I tak sobie dyskutowaliśmy.
A ja dodam ode mnie, że mam mieszane odczucia. Z jednej strony uważam, ze skoro i my nie mamy wyboru, obojętnie jak delikatne, i "wrażliwe" na brzydotę, krew, bebechy i smród byśmy nie były ( musimy urodzić i już) to należy nam się chociaż tyle, aby nasi mężczyźni nas wsparli uściskiem dłoni w tych ciężkich chwilach. Z drugiej strony, ten społeczny nacisk na mężczyzn jest rzeczywiście trochę przesadzony, a męska - nazwijmy ją - "konstrukcja psychiczna" być może nie zawsze jest w stanie poród przyjąć ze spokojem, i godnością. Oni nie są do tego stworzeni .I tyle. Jednym udaje się stanąc na wysokości zadania, innym nie.

Apolosia i bliźniątka najukochańsze:))

Domi
11-02-04, 16:47
Spoconą podobno widział... pisze potem o tym w wyjaśnieniach. Ale naprawdę, wydaje mi się, że facet jest kompletnie nieodporny.... jakoś zupełnie nie umiem sobie wyobrazić, żeby ktoś aż tak zareagował na widok narodzin własnego - oczekiwanego - dziecka, które przecież rodziła jego ukochana żona! Nawet jeżeli nie widział żadnego filmu z porodu czy nie uczestniczył w szkole rodzenia, to chyba spodziewał się, że nie będzie to piękne - w sensie estetycznym - widowisko?
A mój Sebastian podjął decyzję sam za nas oboje /images/forum/icons/wink.gif - stwierdził, że nawet siłą go nie wyrzucą /images/forum/icons/smile.gif Żartował oczywiście, ale u nas właściwie nie było jakiejś rozmowy na temat "tak czy nie", oboje od razu wiedzieliśmy, że będziemy razem. Jego obecność bardzo dużo dla mnie znaczy - oprócz tego, że będziemy mogli razem to przeżyć czuję się też bezpiecznie, bo wiem, że on zrobi wszystko, bym miała jak najlepszą opiekę i jak największy komfort.

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Yovanka
11-02-04, 18:39
Absolutnie popieram Twoją wypowiedż. Własciwie mój mąż chce być ze mną w czasie porodu, ale nie jestem pewna czy on w głębi duszy tak naprawdę tego pragnie czy chce być w porządku wobec mnie. Muszę mu jeszcze raz zadać to pytanie i prosić o szczerą odpowiedz.Jeśli powie nie lub będzie się wahał lepiej dla nas żeby był tylko myślami ze mną.
Yovanka + Antek ( 22.03.04)

olencja
11-02-04, 18:41
Druga wypowiedź tego pana jest dużo spokojniejsza i mniej przykra. Potwierdza to, że nie należy nikogo do niczego zmuszać. Każdy jest inny, widocznie on nie był przygotowany na wspólny poród. Widocznie się do tego nie nadaje.

Szkoda, że musiał uczestniczyć w porodzie na siłę, wbrew sobie...

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

CIKU
11-02-04, 18:51
Dlatego wlasnie nie powinno sie mazczyzny zmuszac do asysty przy porodzie....jesli sam chce isc to zupelnie co innego. Temu panu to teraz jedynie pomoze psycholog albo malzenstwo sie rozpadnie.....po co szedl patrzyc co sie dzieje miedzy nogami skoro tam mu sie to wszystko nie podobalo? Mogl przeciez stac za glowa zony......

Ciku i Kacperek /images/forum/icons/laugh.gif
<font color=red> 10 luty 2004 </font color=red>

olencja
11-02-04, 18:56
Tak mi się przypomniało, że prawie 50 lat temu kiedy rodziła moja babcia mój dziadek rodził z nią. Nikt wtedy nie słyszał określenia poród rodzinny... Dziadek po prostu nie dał się wyprosić z pokoju, powiedział, że teraz rodzi się jego dziecko, więc on zostaje. I muszę powiedzieć, że moi dziadkowie byli najbardziej kochającym się małżeństwem jakie znam.

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

GUSIA2004
11-02-04, 19:22
A wiesz - ja nie rozumiem Twojego zdziwienia, że mężuś zaglądał...Jak to nie rozumiesz gdzie???
Chcesz przez to powiedzieć, że Twój mężuś nigdy nie zaglądał w Twoją dziurkę?
A co w tym takiego dziwnego i nadzwyczajnego?
Dla mnie nienormalne jest właśnie badanie ginekologiczne bez męża. Może nie byłoby wtedy niezdrowych myśli u co poniektórych lekarzy panów ginekologów.
Pozdrawiam,

GUSIA2004 + Maleństwo 08.06.2004

malinka
11-02-04, 22:21
Gusia pewnie ze zagladal i zaglada, ale nie wtedy jak mam tam wziernik ... /images/forum/icons/wink.gif

syn 29.02.04http://www.mamo-tato.home.pl/phpbb2/images/smiles/oczko.gif

Kaccha
12-02-04, 00:50
Ja wszystko rozumiem, że nie chciał być przy porodzie, że to co zobaczył go zszokowało. Ale ten opis żony: jej wyglądu podczas porodu, opis piersi? Czy on myślał, że ona będzie się cały czas uśmiechać podczas porodu, a karmiąc dziecko piękną, jędrną piersią będzie dla niego obiektem seksualnym? Gdyby mój mąż coś takiego o mnie powiedział, to nie wiem czy mogłabym z nim być.
A poza tym, nie wierzę, że został tam na siłę zaciągnięty.

Kasia i majowa dziewczynka

Katarzynka
12-02-04, 08:45
ABSOLUTNIE NIE JEST NIEDOJRZAŁY!!!!

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

baby
12-02-04, 10:15
Po przeczytaniu po raz kolejny wszystkich naszych postow stwierdzam, ze :

- facet byc moze jest niedojrzaly
- z pewnoscia wymusila to na nim żona i rodzina i to byl najwiekszy błąd - ale czy wasi mężowie nie są czasami ulegli? czy jeśli o coś prosicie (w tej chwili nieważne o co) to czy nie odpuszczają czasem dla waszego dobra i z miłości? czy nigdy i niczego żadna z wac nie wymusiła płaczem :)?
- te epitety - dla nas niezrozumiałe - to po prostu język niektórych (zaznaczam NIEKTÓRYCH) mężczyzn; i wcale nie twierdzą o braku miłości czy dojrzałości w tym związku. Nie każdy facet jest zdolny nazywać wszystko pięknie i wzniośle. Byłyście kiedyś na meczu albo (to skrajność) na zlocie motocyklistów :)) ?? oni o swoich największych miłościach i namiętnościach mówią w taki prosty i niezbyt wyszukany sposób. Tacy są - z Marsa po prostu :) A przecież bardzo nas kochają
- nie wiem czy któraś się ze mną zgodzi ale ten facet kocha swoją żonę
- i co najistotniejsze : im brak jest tej wspaniałej stworzonej przez naturę ochronki przed bólem porodu (fizycznym i psychicznym) - instynktu macierzyńskiego i potężnej dawki hormonów który u nas wiele uśmierza

Nadal uważam że mój mąż SAM będzie podejmował tę decyzję. Ja z pewnością dam radę bez niego bo nie mam innego wyjścia :) ale jeśli sam zaproponuje swój udział - z radością powiem TAK :))

Post ssszalonej odzwierciedla z pewnością część rzeczywistości - trzeba brać to pod uwagę : oni nie powiedzą nam nigdy wprost że od tamtej pory (wspólnego porodu) postrzegają nas inaczej , po prostu dlatego że nie chcą nas ranić. O tym należy pamiętać

Pozdrawiam

http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/42b37/images/obrazek.gif Baby+bąbel

Katarzynka
12-02-04, 11:25
podpisuję się pod tym, co napisałaś. Faceci są z Marsa :-)

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

Kara77
12-02-04, 11:46
Ja już wcześniej wypowiedziałam się odnośnie mojej sytuacji, że raczej na pewno nie bedę rodziła z mężem (przynakmniej w II i II fazie porodu), bo go znam, wiem, że przeżyłby to baaardzo ciężko i co chwila mdlał i tym podobne. Każdy może mieć swoje zdanie i je wyrazić. Ja osobiście zgadzam się z Twoim, tym bardziej, że jesteś lekarzem, co pozwala stwierdzić, że wiesz co mówisz bo się na tym znasz.
Pozdraiwm serdecznie

:) Kara + Bąbelek (14.09)

Kara77
12-02-04, 12:24
Cześć Dominika. Znamy się z listy wrześniowej. Wiesz co, czytając Twoje posty jestem trochę zaskoczona "twardością" i bezdyskusyjnością Twojego stanowiska w sprawie porodów rodzinnych. Generalnie wynika z nich wniosek, że jeżeli mąż nie chce rodzić z żoną, to jej nie kocha, nie rozumie, umywa ręce od udziału, okazując tym samym brak zainteresowania, troski, opiekuńczości itp. itd. Wcale tak nie jest. Mój Tomek bardzo mi pomaga na codzień, opiekuje się mną, na każdym kroku dając mi tego dowody, przeżywa moją ciążę i interesuje się mną i nią w sposób dostateczny i dla mnie zadawalający. I dodam, że nie jest z tych lalusiowatych facetów, tylko zdecydowanie typ silnego samca, z tradycjonalnym podejściem do świata i rodziny (w sensie, że mężczyzna ma za zadanie opiekować się kobietą w każdym tego słowa znaczeniu, zapewnić jej byt, bezpieczeństwo itp.). Natomiast nie będziemy rodzić razem dlatego że: ja jestem takim typem osobowości, który najlepiej wszystkie "trudne" i poważne rzeczy w życiu przechodzi i pokonuje najlepiej sam, Tomek po prostu fizycznie nie byłby w stanie mi towarzyszyć (szczegóły tego opisałam kilka postów niżej). Dlatego postaraj się zrozumieć, że nie koniecznie rodzenie osobno oznacza brak miłości, niedojrzałość i tego typu rzeczy, że jest to sprawa indywidualna, uwarunkowana wieloma czynnikami, a najważniejsze jest to, żeby decyzja satysfakcjonowała obydwojga partnerów i była podjęta obopólnie.
Pozdrowionka i do spotkania we wrześniowych wątkach:)


:) Kara + Bąbelek (14.09)

Kara77
12-02-04, 12:39
Mam 27 lat, dużo koleżanek i od co najmnie 10 lat stycznośc z tematami ginekologicznymi i jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, żeby jakiś mąż był obecny przy badaniu swojej 2 połówki (no chyba, że USG ale to logiczne)... Nie rozumiem po prostu takiej potrzeby asysty ze strony mężczyzny w takiej sytuacji. Ich cel zaglądania do naszych dziurek jest zupełnie inny a miejsca ku temu przyjające bardziej romantyczne od gabinetu lekarskiego...No chyba, że facet ma nie spełnione marzenia bycia ginekologiem, hihi. Ani też nigdy nie spotkałam się z ginekologiem o "niezdrowych myślach". To śmieszne co napisałaś.
Pozdrawiam

:) Kara + Bąbelek (14.09)

Alexxia
12-02-04, 13:07
Hej:-)
a mnie przychodzi na mysl, że ten pan, który w sposób tak "wysublimowany" opisał wrażenia ze swojej obecności przy porodzie (a może wrażenia wprost ze swojej wyobraźni;-) ?) miał na celu właśnie wywołanie żywiołowej dyskusji, co mu się - jak widać - udało. Może to własnie (niekoniecznie pochlebne) opinie innych, będące wynikiem prowokacji z jego strony pozwalają mu odczuć, że EGZYSTUJE w społeczeństwie? Cóż może nie udało mu się kiedyś zostać krytykiem filmowym...

Pozdrawiam wszystkie forumowiczki (i forumowiczów;-)
Alexxia

Kara77
12-02-04, 13:09
Przeczytaj zamieszczoną gdzieś w wątkch cześc dalszą a właściwie odpowiedź tego gościa - jest już w zupełnie innym tonie i dużo wyjaśnia.
Pozdrawiam

:) Kara + Bąbelek (14.09)

Domi
12-02-04, 13:22
Kara, przecież ja nigdy nie twierdziłam, że niechęć męża do rodzenia z żoną jest efektem niedojrzałości, braku uczucia, braku troski i opiekuńczości. Nie wiem, na jakiej podstawie wyciągnęłaś takie wnioski z moich wypowiedzi, ale jeżeli tak zostałam zrozumiana i przez to uraziłam Cię, to bardzo przepraszam.
Jak już wcześniej pisałam, podobnie jestem zdania, że nikogo nie należy zmuszać do uczestnictwa w porodzie, a nad namawianiem też raczej trzeba się zastanowić, bo może być tak, że ktoś ustąpi nam, bo nie będzie umiał odmówić, a efekty mogą być podobne jak przy zmuszaniu. Każdy mąż, chłopak czy jakakolwiek inna osoba, którą chcemy widzieć przy sobie w tym momencie, powinna chcieć tego sama i dodatkowo wiedzieć, czego można się spodziewać, żeby decyzję mogła podjąć świadomie.
Rozumiem, że mężczyzna może bać się widoku krwi, może nie umieć poradzić sobie z bólem odczuwanym przez partnerkę. Mój tata na przykład na widok samej strzykawki prawie ucieka z krzykiem, zaś kiedy się skaleczy i zobaczy krew, to robi mu się słabo. Nie wyobrażam sobie, że mógłby towarzyszyć komukolwiek przy porodzie, co wcale nie oznacza, że uważam go za niedojrzałego, nieopiekuńczego, bo wręcz przeciwnie, jest człowiekiem bardzo opiekuńczym i troszczącym się o byt i bezpieczeństwo rodziny.
Ja mam akurat to szczęście, że mój mąż bardzo chce być przy porodzie, krwi ani innych widoków się nie obawia, jest człowiekiem bardzo opanowanym, zdecydowanym i nie mam żadnych wątpliwości, że będzie dla mnie oparciem i zadba o to, żeby wszystko przebiegło tak, jak należy. Ale rozumiem doskonale, że nie każdy kochający i opiekuńczy mąż będzie umiał zachować się w ten sam sposób i nic mu przez to nie ujmuję.
Natomiast to, czego nie jestem w stanie zrozumieć, co również wcześniej wyjaśniałam, to uczucie odrazy i obrzydzenia do żony i dziecka; nie wierzę!!! nie wierzę, że kochający i troszczący się mąż i ojciec, nawet jeżeli boi się widoku krwi, nawet jeżeli został zmuszony, nawet jeżeli nie umie spokojnie przyjąć towarzyszących porodowi zjawisk (zapachów, rozciągnięcia krocza) nabierze w wyniku tego obrzydzenia! To jest moim zdaniem po prostu niemożliwe, jeżeli się kogoś kocha, zwłaszcza, jeżeli uświadomi się sobie, że akt, którego jest się świadkiem, prowadzi do urodzenia się jego własnego dziecka! Rozumiem: taki człowiek może mieć uraz psychiczny; poród może być dla niego koszmarnym wspomnieniem cierpienia żony i widoków, których nie jest w stanie "przeskoczyć" - i to w tej sytuacji jest normalne; ale obrzydzenie, bo dziurka żony się rozciągnęła, bo piersi nie są już sterczące..... sama zobacz - czy to nie jest czysto seksualne postrzeganie ukochanej kobiety??? On nie myśli o tym, że może to rozciągnięte krocze ją bolało, że wykrzywiona i czerwona twarz była wynikiem cierpienia i wysiłku - on określa to zdaniem "żona wyglądała odrażająco". Nie "przerażająco", nie "szokująco", ale "odrażająco"! On czuje obrzydzenie do niej bo urodziła jego dziecko. To jest przerażające dla mnie i nie umiem tego zrozumieć.
Rozumiem Twoje stanowisko, że nie chcesz brać męża, bo boisz się, że zemdleje, bo chcesz mu oszczędzić szokujących dla niego przeżyć - OK, taki po prostu jest i nie świadczy to wcale o braku jego miłości. Ale gdyby - nawet przypadkiem - znalazł się przy porodzie, na przykład gdyby (odpukać) odbywał się wyjątkowo szybko i dziecko urodziłoby się w domu, a mąż musiałby je odebrać - rozumiem, że po fakcie mógłby zemdleć albo zwymiotować, bo to by było ponad jego siły, ale chyba nie spodziewałabyś się po nim obrzydzenia, bo patrzył na Twoje rozciągnięte krocze i nabrzmiałe piersi, którymi karmisz maleństwo?
Jeszcze raz podkreślam - reakcje typu omdlenie czy torsje mogą być zrozumiałe, ale obrzydzenie do ukochanej kobiety - nie. I tylko tutaj jestem twarda i bezdyskusyjna.
Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, że Cię nie uraziłam.

PS. Odpowiedź gościa czytałam, fakt, jest spokojniejsza, ale i tak nie rozumiem jego reakcji. Mam wrażenie, że facet ma zaburzone priorytety - chyba karmienie dziecka jest czymś piękniejszym i wznioślejszym, niż sterczące piersi sprzed porodu? I ciekawe, czy one byłyby inne dla niego, gdyby nie uczestniczył w narodzinach? Przecież wyglądałby tak samo !

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Kara77
12-02-04, 13:22
dokładnie! :))))) i to WOJUJĄCE
Pozdrowionka

:) Kara + Bąbelek (14.09)

Katarzynka
12-02-04, 13:38
hihihi miałam właśnie tak napisać "wojujące feministki " :)))
KOBIETY NA TRAKTORY!

Kaśka z Natusią (22 miesiące :-)

ika
12-02-04, 14:17
A ja tylko dodam, że seksuolodzy odradzaja porody rodzinne.
Co prawda bardzo chę rodzić wspólnie z mężem, ale tylko wtedy, gdy on sam bedzie tego chciał. Już wie , czego ja pragnę, ale teraz sam musi dojść do tego czego on pragnie i na ile czuje sie na siłach być tam przy mnie. Tym bardziej, że jak widział podawane mi zastrzyki psykał boleśnie, a pobierenie krwi wiązało sie z całą gamą komicznych ( dla mnie i nieudawanych ) min.
Nie wszystko dla wszystkich. Tak jak nie ma jednego dobrego sposobu na wychowanie wszystkich dzieci, tak nie dla wszystkich dobrym rozwiązaniem jest poród rodznny. Nic na siłę..
Pozdrawiam cieplutko

<font color=green>ika/images/forum/icons/smile.gif z syneczkiem Igorem marcowym lub kwietniowym</font color=green>

Kara77
12-02-04, 14:20
Dominiczko, nie uraziłaś mnie!:) Fajnie masz ze swoim mężem, że jest taki odporny i chętny na porodowe przeżycia. Ja to mam nie lada ubaw, jak idę w jakiekolwiek miejsce medyczne, bo mój twardy mężczyzna łapie mnie za rękę, chowa się za moimi plecami jak mały chłopczyk za spódnicą mamy a jak cokolwiek mają mu robić (raz nawet przy pomiarze ciśnienia!), to fik i już leży:) I jeszcze się wkurza na siebie, bo uważa to za skazę na swojej męskiej naturze, której nie potrafi zwalczyć. Więc same klęski w jego oczach :))) Nie wiem, może ja za luźno do tego podchodzę, ale wydaje mi się, że facet to opisał po prostu męskim, prostym (niemalże technicznym) językiem. A ja swoją drogą jestem osobą "obrzydliwą" i jak np. wdepnę w gówno, pies mi się wytarza w czymś zdechłym albo widzę jak ktoś wymiotuje, to sama zaczynam "haftować". Dlatego obawiam się o zmienianie pieluszek mojemu bąblowi:) Mam nadzieję, że w tym wypadku ta osobliwa dolegliwość przejdzie a jak nie, to chyba będzie to głównie obowiązkiem Tomka, hihi.
Pozdrawiam Cię cieplutko:)


:) Kara + Bąbelek (14.09)

GosiaTop
12-02-04, 15:24
Witam Was!

Przeczytałam wszystkie Wasze posty i w pewnym momencie zwątpiłam.....
Byłam przekonana, że mój mąż będzie przy porodzie, że sam tego chce, że ja go do tego nie zmusiłam i że będzie miał piękne wspomnienia z porodu i w ogóle będzie super szczęśliwy......
Poczytałam Wasze wypowiedzi i zaczęłam się zastanawiać czy:
- przypadkiem nie zmusiłam męża (nieświadomie) do tego aby chciał być przy porodzie
- ja tego chce naprawdę
- mąż nie nabierze do mnie obrzydzenia
- itp.
Usiadłam z nim dzisiaj i przeprowadziłam poważną rozmowę, poprosiłam aby poświęcił mi trochę czasu i przeczytał cały ten wątek....
.....i mój mężuś po dwóch godzinach czytania i rozmowy ze mną stwierdził, że zdania nie zmienił (czyli będzie przy porodzie), chociaż posty te troszeczkę mu zamieszały w głowie.......
Jestem z niego dumna!

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę "udanych" porodów (z mężem lub bez)!

Gosiaczek + Karolka (17.02.1997) + Misia (16.06.2004)

Gaba
12-02-04, 17:17
konstrukcja psychiczna nie jest sprawa wrodzona...tzn w takimn sensie o jakim tu rozmawiamy...nie ma czegos takiego jak wrodzone obzrydzenie do widoku krwi...

Gaba i Marysia 1,5 roku!http://foto.onet.pl/upload/0/76/_170039_n.jpg+ Fasola!

Gaba
12-02-04, 17:21
a no właśnie...w koncu chyba mu zona lufy pistoletu do głowy nie przestawiła...
skoro się zgodził to znaczy, ze podjal taka decyzje i juz, z całym dobrodziejstwem inwentarza...
moim zdaniem koles jest niedojrzały...

Gaba i Marysia 1,5 roku!http://foto.onet.pl/upload/0/76/_170039_n.jpg+ Fasola!

GUSIA2004
12-02-04, 17:50
Fajnie, że masz takie specyficzne poczucie humoru, bo mnie takie przypadki nie śmieszą wcale. I na drugi raz zastanów się troszkę głębiej jeśli zamierzasz coś takiego pisać. Widać 10 lat styczności z tematami ginekologicznymi to trochę za mało.Swoja drogą to ciekawe skąd takie bogate doświadczenie u specjalistki ds. turystyki i rekreacji
Pozdrawiam,


GUSIA2004 + Maleństwo 08.06.2004

siasia
12-02-04, 18:46
Wtrace sie tylko po to, aby podzielic sie swoimi zapatrywaniami, ze facet w gabinecie ginekologicznym jest absolutnie zbedny! Przepraszam bardzo, ale czy te dziewczyny co ciagaja swoich panow do ginekologa, zabieraja ich rowniez do kazdego innego lekarza? Bo to juz graniczyloby z jakas paranoja. No ale to tylko moje zdanie.
Brawo za Twoja wypowiedz Kara, bo juz myslalam, ze tylko ja jestem jakas starocerkiewna.
Pozdrowienia,


Magda + Sara (23.10.01) + Bobo (01.04.04)

olencja
12-02-04, 19:05
A wiesz, jak byłam na wizycie kontrolnej w ciąży razem z mężem to po USG, kiedy byłam badana na fotelu ginekologicznym mój maż nie wyszedł. Wydawało nam się to naturalne, że nie będzie wychodził w połowie wizyty.

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

olencja
12-02-04, 19:11
Ja bym tego ciąganiem nie nazwała. Czy to źle, że facet chce wiedzieć jak rozwija się jego dziecko? Że chce je zobaczyć?

olencja i marcowe maleństwo
http://foto.onet.pl/upload/30/68/_204662_n.jpg

skate130
12-02-04, 22:51
Gosiu, ja w pewnym momencie poczułam dokładnie to samo, taka byłam pewna, że mój mąż tak chce uczestniczyć w porodzie, tak "walczyłam" tutaj na forum, że faceci dojrzali pewnie tego chcą i nagle mnie tez dopadły wątpliwości. Może to sobie trochę wmówiłam? Może jestem taka pewna, że aż pewna za siebie i swojego męża? Może on ma wątpliwości ale nie chce mi odmówić? Kurcze, aż zrobiło mi się jakos dziwnie, też muszę to przedyskutować i pozostawić mężowi decyzję bez nacisków. Bo tak naprawdę i do końca to kto wie co tam w męskiej głowie siedzi? Nie chciałabym nigdy, przenigdy żałować, że mąż był ze mną przy porodzie.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

GosiaTop
12-02-04, 22:58
Radzę Ci - porozmiawiaj ze swoim mężem koniecznie.
Mimo iż mój nie zmienił zdania to okazało się, że ma nagle mnóstwo pytań "technicznych" (niektóre śmieszne) co do porodu..... a wczesniej zdawal mu się, że wszystko wie.
Ja postawiłam sprawę jasno (tak się przeraziłam tymi postami) - przeczytaj wszystko i powiedz czy się nie rozmyśliłeś. Na szczęście NIE ROZMYŚLIŁ SIĘ!

Teraz wiem, że nic się nie zmieniło i że nadal mogę na niego liczyć.

Pozdrawiam

Gosiaczek + Karolka (17.02.1997) + Misia (16.06.2004)

skate130
12-02-04, 23:13
Ja będę musiała tak zrobić koniecznie, aktualnie mąż wyjechał ale zaraz jak wróci to delikatnie porusze ten temat bo mnie bardzo nurtuje. Ja właściwie się nie zastanawiałam czy mój mąż zdaje sobie sprawę jak naprawdę to wygląda. Może on mysli, że to tak jak na filmach jest? Kurczę będę o tym teraz myśleć. Z drugiej strony znam go długo i nie obawiam się, że odstraszy go "estetyka" całego wydarzenia. Boję się raczej, że nie podoła psychicznie patrzeć na moje cierpienie. Właściwie to taka loteria bo przecież nie da się kogoś na to przygotować, ja też nie wiem co mnie tam czeka. Ehh, cięzko się zrobiło :))

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

skate130
12-02-04, 23:21
Nie, to nie tak, jest dojrzały, oczywiście. Po prostu zbulwersowało mnie to, że ten konkretny pan postrzega swoja zonę teraz przez pryzmat głowy wystającej między jej udami. ten opis jest dla mnie drastyczny, ufam, że szczery ale straszny. Jasne, nie każdy się nadaje do tego aby uczestniczyć w porodzie, ja osobiście gdybym miała asystować przy czyimś porodzie to absolutnie się do tego nie nadaję. Ale nie ze względu na to, że czułabym obrzydzenie. Po prostu nie mogę patrzeć jak ktoś cierpi bo aż mnie dusi w środku. Każdy ma prawo odmówić, w trakcie samego porodu może też mógł ten pan wyjść. Ja postawiłam sie w sytuacji tej kobiety, co czułabym gdyby to mój mąż tak napisał o mnie.

skate i maleńki chłopiec czerwcowy (12.06.2004)

Domi
13-02-04, 01:58
A dlaczego jesteś taka skłonna do oceniania? To po pierwsze chyba sprawa indywidualna każdego, czy "ciąga" swojego faceta do ginekologa, a po drugie, dlaczego uważasz, że w ogóle trzeba ich "ciągać"? Być może niektórzy sami chcą pójść ! I naprawdę, uwierz, że są takie gabinety, gdzie obecność mężczyzny przy badaniu nie jest niczym niezwykłym o ile oczywiście nie przeszkadza to kobiecie - a często nie przeszkadza.
Pozdrawiam

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Domi
13-02-04, 02:01
Dokładnie ! Uważam, że paranoją byłoby wypraszanie mojego męża z gabinetu, jeżeli jego obecność nikomu nie przeszkadza. I powiem więcej - cieszę się, że on również nie czuł się tym faktem skrępowany i że wykazał zainteresowanie samym badaniem. NIe rozumiem, co niektórych tutaj tak w tym fakcie bulwersuje.
Buziaki,


Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

Gosia
13-02-04, 12:08
Mój mąż był przy porodzie i poleca każdemu. Oczywiście gdyby patrzył na poród z drugiej strony, pewnie miałby takie same wrażenia jak Ty. Co więcej ja też nie chciałabym oglądać porodu od strony krocza.
Myślę, że gdybyś skupił się podczas porodu na pomocy żonie, to sprawa by przybrała inny wymiar.
Przykro jest czytać takie posty. Przykro, że nie możesz spojrzeć na syna i żonę jak na najbliższe ukochane osoby. Patrzysz na nich przez pryzmat porodu, który był dla Ciebie koszmarem. Twoja żona też potrzebuje teraz oparcia.
Być może faktycznie jest Ci potrzebna pomoc psychologa.
Szkoda, że tego nie przeczytasz Drogi Tato :(

Gosia i Artek
&lt;img src="http://foto.onet.pl/upload/26/9/_211957_s.jpg"&gt;

<P ID="edit"><FONT class="small">Edited by wobysk on 2004/02/13 12:15.</FONT></P>

Kata
13-02-04, 12:54
Baby, świetnie to ujęłaś, ani ja ani mój mąż nie widzimy powodu żeby kogoś atakować za to co czuje, całkowicie się z Toba zgadzam być może jest niedojrzały, ja jednak (jak już to napisałam) jestem skłonna uwierzyć w to co mówi, bo faktycznie ONI SĄ Z MARSA! Zgadzam się z Tobą że on kocha swoją żonę no i ma problem teraz, wydaje mi się ze poważny. Całą ta dyskucja uświadomiła coś o czym czytałam w jakiejś gazecie i co mysle mnie będzie dotyczyć: niektóre kobiety podświadomie nie akceptują obecności partnera przy porodzie i uważam że mnie by się to przytrafiło, więc ustaliliśmy że mąż będzie ze mną ale na sam finisz wyjdzie i uważam że dla mnie i dla nas tak będzie najlepiej

życzę wszystkim podjęcia jak najlepszej decyzji dla obojga, pozdrawiam /images/forum/icons/smile.gif

<font color=green> Kasia + czerwcowa chyba dziewczynka</font color=green> /images/forum/icons/smile.gif13.06.04

karioka
13-02-04, 13:56
Dziewczyny, tez sie z Wami zgadzam. Odczucia kazdego czlowieka sa jego sprawa i nikt nie ma prawa mowic mu co ma czuc, ze cos zle odczuwa, itp.
Ostatnio na zajeciach w szkole rodzenia poloznik powiedzial nam, ze czasami jest lepiej dla mezczyzny, gdy wyjdzie na ta ostatnia czesc porodu i wroci na sale, gdy jego dziecko juz bedzie na swiecie. Jesli jakis mezczyzna nie czuje sie na silach, aby przebrnac przez caly porod, powinien miec mozliwosc wyjscia, gdy tylko poczuje, ze juz dluzej nie da rady.

karioka z mocno juz kopiacym Dominikiem (~6 maj 2004)

siasia
13-02-04, 13:57
Chodzilo mi o rutynowe badania, czy to ginekologiczne czy nie, i nie tylko w okresie ciazy. Ok, USG, czy sluchanie dzidzi serca itp., to bardzo dobrze, ze tatusiow interesuje. W koncu to logiczne. I na szczescie dobrze, jak sami wykazuja chec towarzyszenia. Tak samo ciesze sie, ze maz ze mna chodzi do szpitala na konsultacje przed cc i mnie wspiera co do decyzji, ktora mam podjac. Ale to co innego. Nie wyobrazam sobie natomiast ani nawet nie mialabym na to checi aby maz towarzyszyl mi przy kazdej innej wizycie u lekarza - bez przykladow juz tutaj. W koncu skonczylam juz dawno lat nascie i sama sobie dam rade ze znalezieniem drogi i wytlumaczeniem problemu. Akurat z tym drugim to czasem nie jest mi ostatnio az tak tutaj latwo! Ale znowu, moze niektore kobiety czuja sie lepiej jesli partner chce towarzyszyc zawsze i wszedzie. Ja na pewno nie jestem jedna z nich.
Pozdrowienia

Magda + Sara (23.10.01) + Bobo (01.04.04)

Domi
13-02-04, 21:10
Ja też nie jestem jedną z nich /images/forum/icons/smile.gif; świetnie sobie radzę również sama /images/forum/icons/smile.gif ale to miłe ze strony męża, że chce ze mną być i osobiście nie widzę w tym nic dziwnego czy niewłaściwego. Wręcz przeciwnie. Z drugiej strony jestem osobą na tyle pewną siebie, że obecność męża przy badaniu, każdego rodzaju zresztą, nie oznacza dla mnie, że nie daję sobie rady ze znalezieniem drogi i wytłumaczeniem problemu. To kwestia wzajemnych stosunków - i nie mówię, że którakolwiek z wersji jest tą właściwą; to zależy od indywidualnych przekonań.
Buziaki

Dominikka + http://preg.fertilityfriend.com/pregticker/37874/images/obrazek.gif

GosiaF
14-02-04, 11:50
Wspolczuje jego zonie /images/forum/icons/frown.gif

<font color=blue>Gosia + sierpniowa fasolka</font color=blue>